http://blogotowanie.blox.pl/strony/tlustyczwartek.html




Urodziny http://blogotowanie.blox.pl/strony/torty.html


KONTAKT:


gosiuwka@gazeta.pl


PARĘ SŁÓW O MNIE


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ


free counters
środa, 10 sierpnia 2016
Kompot z mirabelek

W Warszawie sezon na mirabelki w pełni, jeszcze dwa dni temu zbierałam je prosto z krzaczka, dzisiaj widziałam, że już większość opadła na ziemię. Pachną cudownie, smakują jeszcze lepiej. Ich charakterystycznego posmaku nie da się pomylić z niczym innym. Uwielbiam kompoty na ich bazie i zawsze w ten sposób zachowuję sobie kilka słoiczków na zimę. Nie inaczej było i w tym roku.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 1,5 godziny

Składniki:

Mirabelki - dowolna ilość i kolor

400 g cukru na 1 litr wody

Sposób przygotowania:

Śliwki dokładnie umyłam i włożyłam do litrowych słoików. W garnku zagotowałam odpowiednią ilość wody, która uzupełni słoiki, rozpuściłam w niej cukier i nieco przestudziłam. Tak przygotowanym syropem zalałam owoce i zakręciłam razem w słoikach. 

Dno dużego garnka wyłożyłam szmatką i ułożyłam na niej zamknięte kompoty. Zalałam wodą do mniej więcej 2/3 wysokości słoików i pod przykrycie ustawiłam na gazie. Od czasu gdy woda w garnku zaczęła wrzeć gotowałam jeszcze około 20 minut na małym gazie. Po tym czasie słoiki wyjęłam i ustawiłam na ściereczce aby ostygły. Po ostudzeniu sprawdziłam jeszcze czy przetwory na pewno się zawekowały i tak przygotowane odstawiłam do spiżarki aby poczekały na chłodniejsze dni. SMACZNEGO.


sobota, 06 sierpnia 2016
Chutney z czarnej porzeczki

Ten rok jest wyjątkowo obfity w owoce. Drzewa i krzewy wręcz uginają się pod ich ciężarem. Powoli skończyły się moje ukochane truskawki, więc zaczęłam skupiać się na innych owocach takich jak porzeczki. Przyznam się wam bez bicia, że jako gapa gotując swoje czarne porzeczki zostawiłam je bez opieki na gazie i oczywiście przypaliłam. Obawiam się, że posmak spalenizny przeniósł się na wszystkie owoce, a żal mi było wyrzucać tak pieczołowicie zebrany plon. Pierwszym moim pomysłem aby uratować owoce była czeko - porzeczka i parę słoiczków oczywiście powstało, ale nie chciałam ograniczać się tylko do słodkiej wersji. Zależało mi też na czymś bardziej wytrawnym, stąd chutney. Dodatek przypraw i cebuli nieco zniwelował problem i efekt końcowy był zdecydowanie zadowalający. Wam polecam wykonania tego przepisu oczywiście bez uprzedniego przypalania owoców ;-)


Poziom trudności:

średni choć nieco pracochłonny

Czas przygotowania:

w zależności od ilości porzeczek nawet do kilku godzin - szczególnie jeżeli będziecie przecierać owoce ręcznie przez sitko (w przypadku posiadania odpowiedniej nakładki na robota kulinarnego, czas zdecydowanie się skróci.

Składniki:

czarne porzeczki - dowolna ilość

cukier - ilość wedle uznania - około 1 szklanka na kilogram owoców

0,5 szklanki czerwonego octu winnego na 1 kg owoców

1 średniej wielkości cebula na 1 kg owoców

1 łyżeczka cynamonu na 1 kg owoców

3 goździki na 1 kg owoców

szczypta ostrej papryki - ilość wedle uznania

Sposób przygotowania:

Porzeczki dokładnie umyłam, usunęłam szypułki. Na dnie garnka podgrzałam odrobinę wody, po czym dodałam porzeczki i gotowałam do czasu, aż owoce wyraźnie zmiękły, puściły sok i popękały. Zdjęłam z gazu, nieco ostudziłam, po czym przetarłam przez sitko, aby usunąć pestki i skórki. Można to zrobić też za pomocą odpowiedniej końcówki do robota. 

Cebulę obrałam i pokroiłam w drobną kostkę. Podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju aż się zezłociła.

Gotowy mus porzeczkowy wymieszałam z cebulą i ponownie zagotowałam. Gotowałam do czasu, aż objętość zredukowała się o około 1/3. Porzeczki posłodziłam cukrem i dodałam ocet. Gotowałam razem jeszcze przez chwilę, aby wygotować jak najwięcej zbędnych płynów. Im dłużej gotowałam, tym częściej trzeba było dżem mieszać, żeby się nie przypalił. Gdy osiągnął już odpowiednią konsystencję dodałam pozostałe przyprawy i gotowałam jeszcze dosłownie przez chwilę. Goździki wyłowiłam z garnka i wyrzuciłam (jeżeli zamiast całych użyjecie zmielonych to nie będzie trzeba tego robić).

W międzyczasie w drugim garnku zagotowałam wodę i umyłam odpowiednią ilość słoików. Każdy słoik wkładałam do gotującej się wody razem z nakrętką. Wyjmowałam bezpośrednio z gotującej się wody długim szpikulcem, napełniałam słoiki gorącym dżemem prosto z gotującego się garnka i zakręcałam gorącą nakrętką. Tak przygotowane słoiki wykładałam na blat wyłożony ściereczką i zostawiałam do ostygnięcia. Po ostygnięciu sprawdziłam tylko, czy aby każdy słoik się zawekował, zazwyczaj dodatkowa pasteryzacja nie jest potrzebna. SMACZNEGO.

 

niedziela, 31 lipca 2016
Nalewka rabarbarowa

Nie wiem czy was zaskoczę, ale to jedna z najlepszych nalewek jakie kiedykolwiek zrobiłam. Nie pomyślałabym, że rabarbar nie dość, że odda do alkoholu tak dużo smaku, to jeszcze będzie się z nim tak dobrze komponował. PO pierwszej rundzie tak mi posmakowała, że nastawiłam kolejną porcję, co zresztą widać na zdjęciach. Jak zwrócicie uwagę, to każda z butelek ma zawartość w nieco innych kolorach. Nie znaczy to, że użyłam innej ilości rabarbaru, ale li tylko, że użyty rabarbar był nieco inaczej wybarwiony w obu przypadkach. Do ciemniejszej nalewki użyłam po prostu bardziej czerwonego rabarbaru niż w przypadku tej delikatnie różowej, smak natomiast w obu przypadkach był równie intensywny. Zdecydowanie polecam.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

15 minut + oczekiwanie min kilka dni a najlepiej około 2 tygodnie

Składniki:

rabarbar - dowolna ilość

cukier - około 200 g na 1 kg rabarbaru

wódka - tyle, aby rabarbar po zalaniu był w pełni pokryty

Specjalnie nie podaję dokładnych ilości składników z kilku powodów. Po pierwsze uważam, że ilość cukru zależy od osób, które będą potem piły nalewkę, bo każdy ma inny smak i inne preferencje, po drugie każdy rabarbar może być inny. Jak sobie poradzić z ilościami opisuję w sposobie przygotowania.

Sposób przygotowania:

Rabarbar, który kupiłam na nalewkę umyłam dokładnie i pokroiłam w małe kawałki. Tak przygotowanym wypełniłam sporej ilości słój i zasypałam cukrem, u mnie wyszła około 200 g na 1 kg rabarbaru, ale lepiej na początku zasypać mniejszą ilością niż przesłodzić. Cukier można dodać później, jeżeli w pierwszej wersji będzie go za mało.

Tak przygotowany rabarbar zalałam wódką tak, aby całość była dokładnie przykryta płynem. Słoik zakręciłam pokrywką i odstawiłam na bok. Codziennie nieco potrząsałam naczyniem, aby rozpuścić cukier. Po kilku dniach spróbowałam czy całość nie jest zbyt kwaśna i czy nie byłoby warto dosłodzić, jeżeli uznałam, że tak, po prostu dosypałam cukru. Po około 2-3 tygodniach nalewkę zlałam, a więc odcedziłam od rabarbaru i przelałam do butelek. Ponownie pozostawiłam na kilka tygodni leżakowania, aby nabrała smaku. SMACZNEGO.


czwartek, 14 lipca 2016
Truskawkowy jogurtowiec z musem owocowym na biszkoptach

Truskawki powoli stają się już niestety wspomnieniem w tym sezonie, ale na targach można je jeszcze czasem spotkać. Do tego przepisu można też z powodzeniem użyć owoców mrożonych, więc przepis tak naprawdę można eksploatować przez cały rok, a nie tylko w sezonie. Potrzebne są tylko składniki i keksówka. Ostateczny efekt kojarzy mi się też trochę z naszą Polską flagą i miałam taką małą nadzieję opublikować go przed jednym z meczy naszej reprezentacji na Euro, ale chłopcy odpadli za wcześnie i nie zdążyłam, może natomiast będzie to mała zachęta przed eliminacjami do mistrzostw świata, kto wie?


Poziom trudności:

średnie

Czas przygotowania:

180 minut

Składniki:

1 opakowanie podłużnych biszkoptów

1 kg lub ok 2 opakowania mrożonych truskawek

ok 600 g jogurtu typu greckiego

cukier do smaku

żelatyna - około 8 łyżeczek

Sposób przygotowania:

Truskawki umyłam i zmiksowałam razem z cukrem. Cukru za każdym razem będzie inna ilość, bo zależy to od kwasowości owoców. Trzeba sprawdzać i dodać zgodnie z własnymi upodobaniami.

1/3 musu owocowego zmiksowałam z jogurtem i dodałam połowę żelatyny rozpuszczonej w 1/5 szklanki gorącej wody (żelatyna powinna być jeszcze lekko ciepła w momencie dodawania do pozostałych składników). Żelatynę szybko zmiksowałam z całością. Sprawdziłam jeszcze raz czy mus jest odpowiednio słodki (na tym etapie, jeżeli chcecie dodać cukru, to powinien to być cukier puder, bo kryształ nie zdąży się rozpuścić).

Keksówkę wyłożyłam folią spożywczą i wylałam masę jogurtową. Wyrównałam i włożyłam do lodówki do zastygnięcia.

W międzyczasie pozostały mus truskawkowy dosłodziłam i jeszcze raz zmiksowałam z cukrem. Dodałam pozostałą żelatynę rozpuszczoną w 1/5 szklanki gorącej wody. Szybko zmiksowałam razem. Większą część masy wylałam za zestaloną część jogurtową (zostawiłam dosłownie 1/5 część do pokrycia później całości). Na wierzchu ułożyłam biszkopty i wstawiłam ponownie do lodówki do zestalenia.

Deser wyjęłam z lodówki dopiero gdy mocno się ściął, zdjęłam z niego folię i polałam resztą musu truskawkowego, po czym ponownie wstawiłam do lodówki, aby się ścięło. Jeżeli reszta musu truskawkowego zdążyła wam się wcześniej ściąć, to przed rozlaniem go na całą kostkę wystarczy go włożyć w naczyniu do gorącej wody, aby się nieco ocieplił i dzięki temu rozpuścił. 

Gotowy deser zawsze podawałam dobrze schłodzony. SMACZNEGO.


sobota, 02 lipca 2016
Wilgotne ciasto czekoladowe najlepsze

Są takie ciasta, które może nie wyglądają najlepiej, ale smakują niebiańsko. Dzisiejszy przepis pomoże wam takie zrobić. Mocno czekoladowe, wilgotne, puszyste i znikające bez śladu w niewyjaśnionych okolicznościach :-) Bardzo szybko się je robi, więc będzie idealnym rozwiązaniem w przypadku gdy goni nas czas. Świetnie sprawdzi się na szkolnych imprezach czy piknikach, bo nie wymaga lodówki, jest dość sycące i można je jeść bez zbędnych sztućców. Moją rodzinę zawojowało mimo, że nie wygląda zachęcająco, a wręcz patrząc na nie ma się wrażenie, że to zakalec. Spróbujcie, na pewno nie pożałujecie.


Poziom trudności:

dla początkujących

Czas przygotowania:

70 minut

Składniki:

CIASTO:

1 dojrzały banan

170 g mąki (może być sama pszenna tortowa, ja dałam 100 g pszennej + 100 g pszennej pełnoziarnistej)

30 g kakao naturalnego

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

0,5 łyżeczki sody

5 jajek

2/3 szklanki cukru

200 ml mleka

100 g masła

POLEWA:

100 g gorzkiej czekolady

70 g masła

50 ml słodkiej śmietanki kremówki

Sposób przygotowania:

 CIASTO:

Banana obrałam i rozgniotłam dokładnie widelcem.

Masło rozpuściłam w rondelku i przestudziłam. Połączyłam z bananem i mlekiem. Dodałam do pozostałych (wymieszanych ze sobą) składników i zmiksowałam razem.

Tak przygotowane ciasto przelałam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (bez termoobiegu) i piekłam przez około 50 minut - do suchego patyczka.

POLEWA:

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej (w metalowej miseczce postawionej na garnku z gotującą się wodą), dodałam masło i podgrzewałam razem, aż składniki dokładnie się połączyły. Na koniec dodałam jeszcze śmietankę i trzymałam nad gotującą się wodą tylko tyle, aby szybko połączyć wszystkie składniki ze sobą. Jeszcze ciepłą polewą pokryłam wcześniej upieczone ciasto. Całość pozostawiłam do całkowitego wystudzenia. SMACZNEGO.


sobota, 25 czerwca 2016
Kokosanki tradycyjnie

Jedne z moich ulubionych słodyczy do tak zwanej porannej kawy. Słodkie, kokosowe, puszyste kulki. Dość sycące, ale też mocno słodkie. Idealne na mały grzeszek, albo słodki podwieczorek. Piknik, czy dłuższa wyprawa nie będzie z nimi straszna. Fantastycznie smakują popijane zimnym mlekiem z lodówki, ale z herbatą czy na sucho też dają radę. Są po prostu rewelacyjne. Polecam przede wszystkim tym, którzy lubią smak kokosa. Ten przepis to też świetny sposób na zużycie niewykorzystanych białek, które zalegają nam w lodówce po np. smażeniu pączków czy robieniu likieru jajecznego.


Poziom trudności:

średnie

Czas przygotowania:

ok. 120 minut

Składniki:

300 g wiórek kokosowych

1 szklanka białek w temperaturze pokojowej (ok 4-5 sztuk)

1/3 kostki masła

1 łyżka mąki ziemniaczanej

0,5 szklanki cukru

1 łyżeczka octu

Sposób przygotowania:

Masło roztopiłam w rondelku i zalałam nim wiórki kokosowe. Całość dokładnie wymieszałam tak, aby wiórki dokładnie pokryły się tłuszczem.

Białka w temperaturze pokojowej ubiłam na sztywno, pod koniec dodając sukcesywnie cukier i ubijając do czasu, aż piana stała się idealnie biała i błyszcząca. Na koniec dodałam jeszcze ocet. Do tak obitej piany wmieszałam jeszcze łyżką mąkę ziemniaczaną, po czym połączyłam delikatnie z przestygniętymi wiórkami kokosowymi.

Łyżką nabierałam po trochę masy i formowałam okrągłe placki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekłam w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez około 15-20 minut (do czasu, aż kokosanki z wierzchu zaczęły się złocić. Upieczone schłodziłam. SMACZNEGO.


sobota, 18 czerwca 2016
Warsztaty dla dzieci z Inką

Jeszcze z okazji dnia dziecka miałam przyjemność razem ze swoimi pociechami Anią i Stasiem wziąć udział w warsztatach kulinarnych organizowanych przez kawę Inkę. Warsztaty poprowadziła Natalia Paździoch pierwszy polski Master Chef Junior. Głównym tematem spotkania były oczywiście przepisy na bazie kawy Inki. Już na wejściu powitał nas jak zwykle pięknie zastawiony stół.

A na królewskim miejscu oczywiście kawa zbożowa.

Po chwili Natalka przywitała wszystkich swoich gości. Zostaliśmy podzieleni na grupy, a każda z grup miała do przygotowania kilka przepisów. 

Dzieci od razu chwyciły za narzędzia z wielkim zapałem :-) Niektórzy nie myśleli nawet o tym, że rodzice mogliby pomóc.

Okazało się też, że niektórzy biorą przykład z rodziców blogerów i chcą koniecznie wszystko dokładnie udokumentować.

Natalka starała się podejść do każdego i dopilnować czy aby każdy wie co ma robić. Dzieci tylko na to czekały, bo na to spotkanie głównie czekały.

Czasem trzeba było dokładnie przemyśleć każdy przepis zanim wzięliśmy się do pracy.

Robota była ciężka i wymagała ubrudzenia nie tylko rąk.

Wyniki pracy trzeba było sprawdzać oczywiście organoleptycznie, czasem nawet kilka razy.

Na koniec jesz cze zastanawialiśmy się nad ostateczną prezentacją, bo przecież je się też oczami.

Generalnie nie było źle :-)

A efekty? Palce lizać. Inkowe naleśniki.

Koktajl zbożowo bananowy.

Z owocami leśnymi.

No i ciasto Inkowe z dużą ilością polewy czekoladowej.

Szczerze mówiąc nieczęsto mam okazję wziąć na imprezy kulinarne ze sobą dzieci, czego żałuję, więc taki wypad, kiedy mogą nie tylko wspólnie pokucharzyć, ale jeszcze poznać kogoś takiego jak Natalka, sprawia mi większa frajdę niż warsztaty dla mnie. 

sobota, 28 maja 2016
Tosty francuskie

Tosty francuskie to nie tylko idealny pomysł na szybkie i smaczne śniadanie, ale również idealny pomysł na odświeżenie już nieco leciwego pieczywa. To nic innego jak kromki chleba namoczone w jajku z mlekiem usmażone na złoty kolor na maśle. Można je potem zajadać po prostu ze smakiem, albo z dodatkiem słodkiego dżemu, owoców czy polane miodem. Sposobów na nie jest nieograniczona liczba, więc szybko się nie znudzą. Szybkie, łatwe i pyszne, czy można chcieć czegoś więcej?


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

10 minut

Składniki:

2 kromki chleba lub bułka

1 jajko

50 ml mleka

szczypta soli

masło do smażenia

Sposób przygotowania:

Jajko roztrzepałam dokładnie z mlekiem na jednolitą masę, dodałam szczyptę soli. Namoczyłam w niej chleb i poczekałam aż wchłonie nieco płynu.

Rozgrzałam patelnię, a na niej masło. Kładłam na nie ostrożnie kromki chleba tak, aby się nie rozpadły. Smażyłam dosłownie chwilę z każdej strony na złoty kolor. Podawałam od razu, póki gorące. Tym razem polałam je płynnym miodem i posypałam granatem. SMACZNEGO.


Tagi: jajka
17:42, gosiuwka , Przystawki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 maja 2016
Sałatka z rukoli z chrupiącym boczkiem i grillowanymi pieczarkami

Ostatnio pogoda bywa już bardzo słoneczna, więc i rozpoczął się oficjalnie sezon grillowy. Na majówkę dostaliśmy od Lidla zestaw grillowy, ze gotowymi już przekąskami na grilla. Gdy tylko dotarliśmy do domu Ania i Staś uparli się, aby w końcu odkurzyć naszego grilla i zdobyczne mięska szybko upiec. Gdy oni zajadali się szaszłykami z kaczki i karkówką, ja postanowiłam zrobić sałatkę do boczkowych zawijańców. Można je zrobić w domu samodzielnie, używając zwykłych patyczków do szaszłyków, wokół których obija się plastry boczku, a potem oprószyć je ulubioną przyprawą, np papryką w proszku. Potem układa się takie zawijańce na ruszcie nad dobrze rozpalonym grille i smaży, aż większość tłuszczu się wytopi, a na patyczkach zostaną chrupiące przekąski. Można je oczywiście wcinać od razu, bez zbędnych dodatków, ale dla mnie są idealnym wykończeniem dobrej sałatki, więc zamiast podjadać je bez niczego, dorzuciłam obok nich na grilla pieczarki, szybko zakręciłam dip i powstała pyszna sałatka z chrupiącym boczkiem.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

ok. 20 minut + rozpalanie grilla

Składniki:

kilka patyczków do szaszłyków owiniętych plastrami boczku i posypanymi papryką w proszku (u mnie gotowe z Lidla)

1 opakowanie rukoli

2-3 ogórki zielone

200 g brązowych pieczarek

3-4 łyżki oleju zmiksowanego z natką pietruszki

DIP:

4 łyżki oleju z pestek winogron (można zastąpić rzepakowym)

2 łyżki soku wyciśniętego z cytryny

1-2 suszone pomidory

szczypta suszonej lub garść świeżej bazylii

1 łyżeczka musztardy

sól, pieprz do smaku

Sposób przygotowania:

Pieczarki oczyściłam i natarłam olejem zmiksowanym z natką pietruszki, po czym położyłam na grillu tak i podwędziłam trochę, ale tylko na tyle aby lekko zmiękły, a nie zupełnie się pomarszczyły.

Pałeczki z boczkiem ułożyłam nad rozgrzanym węglem drzewnym i smażyłam, aż większość tłuszczu się wytopiła, a boczek zrobił się chrupiący.

Składniki dipu zblenderowałam razem tak, aby rozdrobnić pomidory i bazylię.

Ogórki umyłam i obrałam, pokroiłam. Połączyłam z umytą i osuszoną rukolą. Polałam przygotowanym sosem, a na wierzchu ułożyłam pieczarki i pałki boczkowe. Podawałam od razu. SMACZNEGO.

sobota, 14 maja 2016
Babka czekoladowo - miętowa

Jeżeli lubicie połączenie mięty z czekoladą, a do tego drożdżowe ciasta, to będziecie zachwyceni. Puszysta czekoladowa babka z miętowym lukrem. Do tego filiżanka dobrej kawy i czegóż można by chcieć więcej? No może więcej czasu na takie momenty ;-) Do ciasta dodałam sporo kakao, a lukier zrobiłam na bazie gotowego syropu miętowego, który kupiłam w sklepie - z tego co wiem, wiele firm ma takie w swojej ofercie, ale można też ewentualnie zrobić mocny napar z mięty i zredukować go, ale wtedy kolor lukru będzie inny, ale smak pewnie jeszcze lepszy :-)


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

120 minut

Składniki:

CIASTO:

50 g masła

25 g drożdży

1,25 szklanki mąki

4 łyżki kakao

1/3 szklanki cukru

1/2 szklanki mleka

2 żółtka

Cukier z prawdziwą wanilią

Szczypta soli

LUKIER:

50 ml syropu miętowego

pół szklanki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Mleko lekko podgrzałam, tak aby było ciepłe, ale nie gorące. Rozpuściłam w nim drożdże, dodałam 2 łyżki mąki i łyżkę cukru. Odstawiałam w ciepłe miejsce bez przeciągów na około 20 minut - do czasu, aż drożdże zaczęły rosnąć. Mąkę wymieszałam z resztą cukru, żółtkami, solą i zaczynem drożdżowym i wyrobiłam mikserem na jednolite ciasto.

Masło rozpuściłam w rondelku i przestudziłam. Dodałam do ciasta i dalej wyrabiałam, aż ciasto było gładkie, wszystkie składniki dokładnie się połączyły a konsystencja była jednolita. Do wyrabiania używałam spiralnych mieszadeł miksera.

Gotowe ciasto odłożyłam w misce przykrytej czystą ściereczką w ciepłe miejsce bez przeciągów do wyrośnięcia, do czasu aż podwoiło swoją objętość (najlepiej włożyć je do zamkniętego piekarnika nagrzanego do 50 stopni na około 45 minut).

Foremki na babki wysmarowałam masłem i obsypałam mąką.

Wyrośnięte ciasto przełożyłam do przygotowanych foremek do około połowy ich wysokości. Ponownie odłożyłam przykryte ściereczkami w ciepłe miejsce bez przeciągów do czasu, aż podwoiło swoją objętość.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez około 40 minut (do suchego patyczka). Wystudziłam.

LUKIER:

Składniki lukru po prostu połączyłam ze sobą i dokładnie wymieszałam. Tak przygotowanym słodkim płynem polałam swoje babki. Zostawiłam do zastygnięcia. SMACZNEGO.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60