http://blogotowanie.blox.pl/strony/tlustyczwartek.html




Urodziny http://blogotowanie.blox.pl/strony/torty.html


KONTAKT:


gosiuwka@gazeta.pl


PARĘ SŁÓW O MNIE


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ


free counters
poniedziałek, 26 września 2016
Batony czekoladowe z prosem ekspandowanym

Gdy w zeszłym tygodniu dotarła do mnie przesyłka z produktami do testowania firmy Lestello wiedziałam od razu, że pierwszym produktem, który wykorzystam będzie jedno z ekspandowanych ziaren. Niesamowicie podobają mi się te produkty. Są lekkie, zdrowe i idealnie nadają się jako dodatek do dań typu fit. W przypadku dzisiejszych batonów użyłam prosa ekspandowanego, dzięki czemu moje słodycze nabrały lekkości i wzbogaciły skład batonów o dobrą kalorię. Masa czekoladowa, którą zrobiła ma niewielką ilość cukru, za to sporo bogatego w magnez kakao. Wszystko to razem sprawia, że takie batony mogą nawet skusić osoby dbające o dobrą sylwetkę. Po dłuższym wysiłku sportowym też czasem trzeba uzupełnić kalorie :-)


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

20 minut + schładzanie

Składniki:

100 g masła

3 łyżki cukru

4 łyżki kakao

1 szklanka mleka w proszku

1/4 szklanki mleka

150 g prosa ekspandowanego marki Lestello

Sposób przygotowania:

Wodę, cukier, kakao i mleko podgrzałam w rondelku na małym gazie aż wszystko się rozpuściło i razem połączyło. Dokładnie wymieszane zdjęłam z gazu i nieco ostudziłam. 

Do jeszcze ciepłej masy zaczęłam po trochu dodawać mleko w proszku delikatnie mieszając. Dodawałam do czasu, aż masa wyraźnie zgęstniała i łyżka w nią wbita wyraźnie stała. Czasem może się okazać, że mleka potrzeba nieco mniej lub więcej niż w przepisie. 

Gdy masa osiągnęła pożądaną gęstość dodałam do niej proso i dokładnie wymieszałam, aby wszystkie ziarna pokryły się czekoladą. Całość przełożyłam do keksówki wyłożonej folią spożywczą. Dokładnie docisnęłam, aby nie było wolnych przestrzeni na dnie. Wyrównałam powierzchnię i tak przygotowane włożyłam do lodówki, aby całość stężała.

Zimny blok kroiłam ostrym nożem na batony. Przechowywałam w temperaturze pokojowej. SMACZNEGO.


niedziela, 18 września 2016
Dżem truskawkowo, bezowo - rozany

Kolejny przepis z listy nieco spóźnionych. Spóźnionych, bo truskawki i kwiaty bzu są już tylko wspomnieniem. Może jak się napatrzycie na zdjęcia, to będą za wami ciągle chodziły aż do kolejnego lata? A jest co wspominać. Smak wyszedł niepowtarzalny. Delikatnie kwiatowy z dominującą truskawką. Tak też go robiłam, kwiaty były tu raczej dodatkiem, niż głównym składnikiem. Przy bzie czarnym uważałam, żeby dodać do owoców same kwiatuszki, bez łodyżek, a w przypadku róży każdy płatek przez umyciem obejrzałam i odcięłam z nieco białą część, która powoduje goryczkę. Dżem jest więc dość pracochłonny, ale jest też tego wart. Pyszne, słodkie lato zamknięte w szklanym pojemniku. Idealne, aby wypuścić je w ponury, szary, zimowy wieczór. 


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 120 minut

Składniki

1 kg świeżych truskawek

1 szklanka kwiatów bzu czarnego (nie ubitych)

1 szklanka płatków róży cukrowej (nie ubitych)

1 szklanka cukru (u was może być nieco mniej, lub więcej, zawsze trzeba próbować)

1 opakowanie środka żelującego do dżemów (na 1 kg owoców) lub szklanka soku z czerwonej porzeczki 

Sposób przygotowania:

Truskawki umyłam i odszypułkowałam. Zasypałam cukrem i odstawiłam na godzinę. 

W międzyczasie bez obrałam z gałązek, a z płatków róży nożyczkami usunęłam białe końcówki. Kwiatków bu już nie myłam, aby nie usunąć pyłków kwiatowych, ale dokładnie sprawdziłam, czy nie ma zabrudzeń, które trzeba usunąć. Płatki róży umyłam i osuszyłam i drobno pokroiłam.

Truskawki w międzyczasie puściły sok, więc w garnku ustawiłam je na gazie i doprowadziłam do wrzenia. Dodałam kwiatki i zagotowałam razem, zmniejszyłam gaz. 

Na drugim gazie ustawiłam oddzielny garnek z wodą i włożyłam do środka umyte słoiki i nakrętki. Zagotowałam pod przykryciem.

Do truskawek dodałam środek zagęszczający* i chwilę dalej gotowałam razem, zmniejszyłam gaz.

Z garnka z wodą po kolei wyjmowałam słoiki i napełniałam je gorącym dżemem od razu zakręcając gorącymi nakrętkami. Zamknięte słoiki ustawiałam na ściereczce do góry dnem. Gdy wszystkie były już gotowe przykryłam je jeszcze wszystkie ściereczką i tak zostawiłam aby wystygły. SMACZNEGO.

 

*Jeżeli do zagęszczenia dżemu używacie soku z porzeczki trzeba go mocno wygotować aby został mocny koncentrat. W tym celu całe porzeczki ze skórkami (ale bez szypułek) wrzucamy do garnka z odrobiną gotującej się wody (tylko tyle, aby przykryła dno). Gotujemy razem do czasu, aż skórki pękają i można je usunąć przecierając przez gęste sitko. Tak uzyskany sok - 1 szklanka jak w składnikach, należy gotować jeszcze jakiś czas aby wygotować większość wody - do pozostawienia około 1/3 objętości.

 

piątek, 16 września 2016
Warsztaty dla dzieci z marką Sokołów

Dwa tygodnie temu w pięknych okolicznościach przyrody i ciepłych promykach słonecznych miałam przyjemność odwiedzić Wolę Suchożebrską, a w niej dworek, w którym na dobre rozgościła się marka Sokołów i gdzie prowadzone są spotkania pod szyldem "Akademii Smaku". Tym razem cieszyłam się potrójnie, bo gotować miałam w towarzystwie i to nie byle jakim. Z okazji końca wakacji warsztaty były zorganizowane dla dzieci, więc miałam okazję zabrać ze sobą oba moje ancymony. 

Zaraz po przyjeździe na miejsce dzieci rozbiegły się dosłownie wszędzie :-)

Szczerze powiedziawszy w domu popełniam ten błąd, że z niecierpliwości nie zawsze pozwalam sobie w kuchni pomagać bojąc się o późniejszy bałagan i chaos. Na takich spotkaniach nie muszę się o to martwić, a moje pociechy mogą wykazać się kreatywnością i  czegoś się nauczyć pod okiem fachowców. Tym razem w roli fachowca wystąpił Dominik Moskalenko. Pozwolił on nie tylko na wszędobylskie łapki, ale wręcz zagonił je do własnego ogródka, gdzie ogołocone z warzyw zostało wiele krzaczków. 

W międzyczasie było też puszczanie baniek

 

Pogoda nas dopieściła, tym bardziej że wszystko działo się na świezym powietrzu. Nie było ani przesadnie gorąco, ani zbyt chłodno. Dzieci miały okazję do wykazania się kreatywnością malując kredkami swoje fartuszki

albo tradycyjne rysunki

My w tym czasie ucięliśmy sobie pogawędkę o zdrowym żywieniu z Darią Ładochą, a wszystko w piknikowym nastroju.

Dopiero potem chwyciliśmy za rondle, patelnie i noże, aby na koniec móc cieszyć się własnoręcznie przygotowanym posiłkiem. 

Była pasta z orzechami podana z pyszną pieczenią wieprzową.

Zupa krem z pieczonej papryki

oraz kilka innych smakowitości zgodnie z przepisami przygotowanymi nam przez szefa Akademii Smaku

Na koniec jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie, łezka w oku i trzeba było wracać do domów.

Do zobaczenia inną razą :-)

sobota, 10 września 2016
Jagodzianki

Znowu czas zaczął mi przeciekać przez palce. Dopiero co był sezon na jagody, truskawki i inne cudowności, kiedy piekłam, gotowałam i cieszyłam się tymi wspaniałościami. Na blogu niewiele się działo, ale zdjęcia powstawały i teraz gdy okres już nieco mniej intensywny, a dzieci wróciły do szkoły, czas się nimi z wami podzielić. Może nie będziecie mieli już okazji skorzystać z przepisów w tym roku, ale na pewno przydadzą się w następnym. Ewentualnie w tym przypadku można się jeszcze wspomóc owocami mrożonymi. Dla mnie osobiście jagodzianka musi po prostu być pełna owoców, a ciasto powinno być tak lekkie jak tylko możliwe, dlatego zwracam bardzo uwagę na konsystencję ciasta przy wyrabianiu. Musi być lekko lepkie i dobrze wyrobione. Im dłużej się je wyrabia, tym więcej przyjmie płynów i ostatecznie będzie lżejsze. Potem nadziewam je jak największą ilością owoców i tyle. To jest jeden z tych przepisów, gdzie wystarczy się skupić na dwóch głównych składnikach i zadbać o ich perfekcję. Jakiekolwiek dodatki mogą tylko zepsuć piękno i ideał ich prostoty. Co z mojej perspektywy jest dość ważne, to mały dodatek mąki ziemniaczanej, którą oprószam jagody przed nadziewaniem bułeczek po to aby związać wyciekający w trakcie pieczenia sok z owoców.


Poziom trudności:

dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

około 180 minut

Składniki:

CIASTO:

ok 450 g mąki pszennej (u mnie poznańska)

25 g drożdży świeżych lub jedno opakowanie suchych

5 łyżek cukru

1 jajko

250 ml mleka

80 g masła

NADZIENIE:

0,5 kg świeżych jagód

3-4 łyżki cukru pudru

1-2 łyżki mąki ziemniaczanej

LUKIER:

1 szklanka cukru pudru

sok wyciśnięty z około połowy cytryny

Sposób przygotowania:

CIASTO:

Mąkę przesiałam przez sito. Mleko lekko podgrzałam aby było wyraźnie ciepłe, ale nie gorące. Rozpuściłam w nim drożdże z cukrem, dodałam dwie łyżki mąki, wymieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsce bez przeciągów na około 15 minut do czasu, aż drożdże ruszyły (powiększyły wyraźnie swoją objętość).

Zaczyn drożdżowy dodałam do mąki razem z jajkiem w temperaturze pokojowej i przez około 10 minut wyrabiałam razem na gładkie ciasto. Zawsze na początku wyrabiania ciasto powinno wydawać się zbyt rzadkie i zbyt klejące, dopiero z czasem w trakcie wyrabiania będzie się stawało bardziej elastyczne i spójne.

W międzyczasie rozpuściłam masło w rondelku i nieco ostudziłam.

Dodałam do wyrobionego ciasta i ponownie wyrabiałam przez dłuższy czas. W zależności od otrzymanej konsystencji ciasta czasem dodaję jeszcze trochę mąki lub mleka, aby ciasto miało dokładnie taką gęstość, o jaką mi chodzi, obawiam się jednak, że jest to wynikiem prób i błędów jakie musiałam najpierw popełnić, aby wiedzieć jaki efekt mi wyjdzie później w trakcie pieczenia, nie martwcie się więc trudnościami, one tylko zwiększą waszą wiedzę i pozwolą wam piec lepiej w przyszłości.

Tak przygotowane ciasto przykryłam bawełnianą ściereczką i odstawiłam do piekarnika nagrzanego do 50 stopni (bez termoobiegu) aby wyrosło - około 40 minut).

W międzyczasie przygotowałam nadzienie, a więc umyłam i osuszyłam jagody i oprószyłam je cukrem i mąką, po czym delikatnie wymieszałam tak, aby nie uszkodzić owoców.

Gdy ciasto podwoiło swoją objętość wyjęłam je z piekarnika i jeszcze raz zagniotłam, po czym podzieliłam na mniejsze części i formowałam placuszki na stolnicy podsypanej mąką. Na cienkich placuszkach układałam nadzienie i formowałam okrągłe bułeczki. Ważnym jest, aby ciasto było ciągle nieco lepkie i nie obsypane za bardzo mąką, aby brzegi ładnie się sklejały, dzięki czemu bułeczki wyjdą ładne i równe.

Gotowe bułeczki układałam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Gotowe blaszki wkładałam do piekarnika nagrzanego do 50 stopni (bez termoobiegu) aby wyrosły. Gdy podwoiły swoją objętość (około 40 minut) wyjęłam je z piekarnika i ustawiłam temperaturę 180 stopni. Poczekałam aż piekarnik się nagrzeje i dopiero wtedy włożyłam blaszki z bułeczkami z powrotem. Piekłam przez około 15- 20 minut, do czasu aż bułeczki ładnie się zrumieniły. Po wyjęciu z piekarnika studziłam na kratce.

Gdy nieco ostygły, ale były jeszcze ciepłe przygotowałam lukier. W tym celu wycisnęłam sok z cytryny, uważając aby dokładnie usunąć pestki. Sok łączyłam z cukrem pudrem tak, aby nie dodać go zbyt dużo, czasem wystarczy kilka kropel, aby lukier był zbyt rzadki. Dodałam tyle soku, aby lukier miał konsystencję mniej więcej gęstej śmietany. Tak przygotowanym smarowałam bułeczki za pomocą pędzelka. Ważne, aby nie dodawać go zbyt dużo, bo pod wpływem ciepła bułeczek powinien się zrobić jeszcze bardziej płynny i ładnie rozlać po jagodziankach. Tak przygotowane słodkości pozostawiłam do całkowitego ostygnięcia i nie wiem czemu, ale jak tylko się obróciłam zaczęły znikać w niewyjaśnionych okolicznościach i przyznam, że nie mam pojęcia co się z nimi stało :-) SMACZNEGO.


sobota, 03 września 2016
Czarna czeko - porzeczka czyli dżem czekoladowo porzeczkowy

Ten przepis to kolejny sposób na uratowanie nieco przypalonych owoców. Dodatek kakao potrafi skutecznie zagłuszyć smak spalenizny. Mimo praktycznych zalet, polecam ten przepis też bez powodu, bo połączenie czekolady z kwaskawą czarną porzeczką jest po prostu świetny. Idealnie pasuje do naleśników, na kanapkę, czy jako dodatek do ciasta drożdżowego. Osobiście najbardziej lubię wyjadany łyżeczką prosto ze słoiczka :-) Dzieci za nim przepadają.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 2 godziny

Składniki:

czarna porzeczka - dowolna ilość

cukier - około 2 szklanki na 1 kg owoców

kakao naturalne - około 4 łyżki na 1 kg owoców

Sposób przygotowania:

Owoce umyłam i usunęłam szypułki. W garnku rozgrzałam odrobinę wody na dnie, po czym wrzuciłam do niego owoce. Gotowałam do czasu, aż porzeczki puściły sok, a skórki nieco zmiękły. Po tym czasie zdjęłam z gazu, ostudziłam nieco i przetarłam wszystkie owoce przez sitko usuwając skórki i pestki. Oczywiście, jeżeli tylko macie odpowiednie końcówki robota, można to zrobić automatycznie. Mus owocowy podobnie jak wcześniej całe owoce przelałam do garnka z odrobiną gotującej się wody i ciągle mieszając doprowadziłam do wrzenia. Gotowałam tak, aż objętość zredukowała się o około 1/3, po czym dodałam cukier - najlepiej robić to według smaku, bo podane ilości cukru są tylko i wyłącznie orientacyjne. Cukier potrafi mieć różną intensywność smaku, a i każda osoba lubi coś innego. Do posłodzonych owoców dodałam kakao - tu też można zmienić ilość wedle własnego uznania.

W międzyczasie w oddzielnym garnku zagotowałam wodę. Włożyłam do niej dokładnie umyte słoiczki z zakrętkami.

Po kolei wyjmowałam z gotującej się wody po słoiczku (robiłam to długim szpikulcem). Do gorących słoiczków nalewałam wrzący dżem i na gorąco zamykałam zakrętkami. Gdy już wszystkie słoiczki były pełne, przykryłam je jeszcze grubszym materiałem, aby dłużej utrzymały temperaturę i odstawiłam do ostygnięcia. Tak przygotowanych słoiczków już nie pasteryzowałam. SMACZNEGO.


środa, 10 sierpnia 2016
Kompot z mirabelek

W Warszawie sezon na mirabelki w pełni, jeszcze dwa dni temu zbierałam je prosto z krzaczka, dzisiaj widziałam, że już większość opadła na ziemię. Pachną cudownie, smakują jeszcze lepiej. Ich charakterystycznego posmaku nie da się pomylić z niczym innym. Uwielbiam kompoty na ich bazie i zawsze w ten sposób zachowuję sobie kilka słoiczków na zimę. Nie inaczej było i w tym roku.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 1,5 godziny

Składniki:

Mirabelki - dowolna ilość i kolor

400 g cukru na 1 litr wody

Sposób przygotowania:

Śliwki dokładnie umyłam i włożyłam do litrowych słoików. W garnku zagotowałam odpowiednią ilość wody, która uzupełni słoiki, rozpuściłam w niej cukier i nieco przestudziłam. Tak przygotowanym syropem zalałam owoce i zakręciłam razem w słoikach. 

Dno dużego garnka wyłożyłam szmatką i ułożyłam na niej zamknięte kompoty. Zalałam wodą do mniej więcej 2/3 wysokości słoików i pod przykrycie ustawiłam na gazie. Od czasu gdy woda w garnku zaczęła wrzeć gotowałam jeszcze około 20 minut na małym gazie. Po tym czasie słoiki wyjęłam i ustawiłam na ściereczce aby ostygły. Po ostudzeniu sprawdziłam jeszcze czy przetwory na pewno się zawekowały i tak przygotowane odstawiłam do spiżarki aby poczekały na chłodniejsze dni. SMACZNEGO.


sobota, 06 sierpnia 2016
Chutney z czarnej porzeczki

Ten rok jest wyjątkowo obfity w owoce. Drzewa i krzewy wręcz uginają się pod ich ciężarem. Powoli skończyły się moje ukochane truskawki, więc zaczęłam skupiać się na innych owocach takich jak porzeczki. Przyznam się wam bez bicia, że jako gapa gotując swoje czarne porzeczki zostawiłam je bez opieki na gazie i oczywiście przypaliłam. Obawiam się, że posmak spalenizny przeniósł się na wszystkie owoce, a żal mi było wyrzucać tak pieczołowicie zebrany plon. Pierwszym moim pomysłem aby uratować owoce była czeko - porzeczka i parę słoiczków oczywiście powstało, ale nie chciałam ograniczać się tylko do słodkiej wersji. Zależało mi też na czymś bardziej wytrawnym, stąd chutney. Dodatek przypraw i cebuli nieco zniwelował problem i efekt końcowy był zdecydowanie zadowalający. Wam polecam wykonania tego przepisu oczywiście bez uprzedniego przypalania owoców ;-)


Poziom trudności:

średni choć nieco pracochłonny

Czas przygotowania:

w zależności od ilości porzeczek nawet do kilku godzin - szczególnie jeżeli będziecie przecierać owoce ręcznie przez sitko (w przypadku posiadania odpowiedniej nakładki na robota kulinarnego, czas zdecydowanie się skróci.

Składniki:

czarne porzeczki - dowolna ilość

cukier - ilość wedle uznania - około 1 szklanka na kilogram owoców

0,5 szklanki czerwonego octu winnego na 1 kg owoców

1 średniej wielkości cebula na 1 kg owoców

1 łyżeczka cynamonu na 1 kg owoców

3 goździki na 1 kg owoców

szczypta ostrej papryki - ilość wedle uznania

Sposób przygotowania:

Porzeczki dokładnie umyłam, usunęłam szypułki. Na dnie garnka podgrzałam odrobinę wody, po czym dodałam porzeczki i gotowałam do czasu, aż owoce wyraźnie zmiękły, puściły sok i popękały. Zdjęłam z gazu, nieco ostudziłam, po czym przetarłam przez sitko, aby usunąć pestki i skórki. Można to zrobić też za pomocą odpowiedniej końcówki do robota. 

Cebulę obrałam i pokroiłam w drobną kostkę. Podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju aż się zezłociła.

Gotowy mus porzeczkowy wymieszałam z cebulą i ponownie zagotowałam. Gotowałam do czasu, aż objętość zredukowała się o około 1/3. Porzeczki posłodziłam cukrem i dodałam ocet. Gotowałam razem jeszcze przez chwilę, aby wygotować jak najwięcej zbędnych płynów. Im dłużej gotowałam, tym częściej trzeba było dżem mieszać, żeby się nie przypalił. Gdy osiągnął już odpowiednią konsystencję dodałam pozostałe przyprawy i gotowałam jeszcze dosłownie przez chwilę. Goździki wyłowiłam z garnka i wyrzuciłam (jeżeli zamiast całych użyjecie zmielonych to nie będzie trzeba tego robić).

W międzyczasie w drugim garnku zagotowałam wodę i umyłam odpowiednią ilość słoików. Każdy słoik wkładałam do gotującej się wody razem z nakrętką. Wyjmowałam bezpośrednio z gotującej się wody długim szpikulcem, napełniałam słoiki gorącym dżemem prosto z gotującego się garnka i zakręcałam gorącą nakrętką. Tak przygotowane słoiki wykładałam na blat wyłożony ściereczką i zostawiałam do ostygnięcia. Po ostygnięciu sprawdziłam tylko, czy aby każdy słoik się zawekował, zazwyczaj dodatkowa pasteryzacja nie jest potrzebna. SMACZNEGO.

 

niedziela, 31 lipca 2016
Nalewka rabarbarowa

Nie wiem czy was zaskoczę, ale to jedna z najlepszych nalewek jakie kiedykolwiek zrobiłam. Nie pomyślałabym, że rabarbar nie dość, że odda do alkoholu tak dużo smaku, to jeszcze będzie się z nim tak dobrze komponował. PO pierwszej rundzie tak mi posmakowała, że nastawiłam kolejną porcję, co zresztą widać na zdjęciach. Jak zwrócicie uwagę, to każda z butelek ma zawartość w nieco innych kolorach. Nie znaczy to, że użyłam innej ilości rabarbaru, ale li tylko, że użyty rabarbar był nieco inaczej wybarwiony w obu przypadkach. Do ciemniejszej nalewki użyłam po prostu bardziej czerwonego rabarbaru niż w przypadku tej delikatnie różowej, smak natomiast w obu przypadkach był równie intensywny. Zdecydowanie polecam.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

15 minut + oczekiwanie min kilka dni a najlepiej około 2 tygodnie

Składniki:

rabarbar - dowolna ilość

cukier - około 200 g na 1 kg rabarbaru

wódka - tyle, aby rabarbar po zalaniu był w pełni pokryty

Specjalnie nie podaję dokładnych ilości składników z kilku powodów. Po pierwsze uważam, że ilość cukru zależy od osób, które będą potem piły nalewkę, bo każdy ma inny smak i inne preferencje, po drugie każdy rabarbar może być inny. Jak sobie poradzić z ilościami opisuję w sposobie przygotowania.

Sposób przygotowania:

Rabarbar, który kupiłam na nalewkę umyłam dokładnie i pokroiłam w małe kawałki. Tak przygotowanym wypełniłam sporej ilości słój i zasypałam cukrem, u mnie wyszła około 200 g na 1 kg rabarbaru, ale lepiej na początku zasypać mniejszą ilością niż przesłodzić. Cukier można dodać później, jeżeli w pierwszej wersji będzie go za mało.

Tak przygotowany rabarbar zalałam wódką tak, aby całość była dokładnie przykryta płynem. Słoik zakręciłam pokrywką i odstawiłam na bok. Codziennie nieco potrząsałam naczyniem, aby rozpuścić cukier. Po kilku dniach spróbowałam czy całość nie jest zbyt kwaśna i czy nie byłoby warto dosłodzić, jeżeli uznałam, że tak, po prostu dosypałam cukru. Po około 2-3 tygodniach nalewkę zlałam, a więc odcedziłam od rabarbaru i przelałam do butelek. Ponownie pozostawiłam na kilka tygodni leżakowania, aby nabrała smaku. SMACZNEGO.


czwartek, 14 lipca 2016
Truskawkowy jogurtowiec z musem owocowym na biszkoptach

Truskawki powoli stają się już niestety wspomnieniem w tym sezonie, ale na targach można je jeszcze czasem spotkać. Do tego przepisu można też z powodzeniem użyć owoców mrożonych, więc przepis tak naprawdę można eksploatować przez cały rok, a nie tylko w sezonie. Potrzebne są tylko składniki i keksówka. Ostateczny efekt kojarzy mi się też trochę z naszą Polską flagą i miałam taką małą nadzieję opublikować go przed jednym z meczy naszej reprezentacji na Euro, ale chłopcy odpadli za wcześnie i nie zdążyłam, może natomiast będzie to mała zachęta przed eliminacjami do mistrzostw świata, kto wie?


Poziom trudności:

średnie

Czas przygotowania:

180 minut

Składniki:

1 opakowanie podłużnych biszkoptów

1 kg lub ok 2 opakowania mrożonych truskawek

ok 600 g jogurtu typu greckiego

cukier do smaku

żelatyna - około 8 łyżeczek

Sposób przygotowania:

Truskawki umyłam i zmiksowałam razem z cukrem. Cukru za każdym razem będzie inna ilość, bo zależy to od kwasowości owoców. Trzeba sprawdzać i dodać zgodnie z własnymi upodobaniami.

1/3 musu owocowego zmiksowałam z jogurtem i dodałam połowę żelatyny rozpuszczonej w 1/5 szklanki gorącej wody (żelatyna powinna być jeszcze lekko ciepła w momencie dodawania do pozostałych składników). Żelatynę szybko zmiksowałam z całością. Sprawdziłam jeszcze raz czy mus jest odpowiednio słodki (na tym etapie, jeżeli chcecie dodać cukru, to powinien to być cukier puder, bo kryształ nie zdąży się rozpuścić).

Keksówkę wyłożyłam folią spożywczą i wylałam masę jogurtową. Wyrównałam i włożyłam do lodówki do zastygnięcia.

W międzyczasie pozostały mus truskawkowy dosłodziłam i jeszcze raz zmiksowałam z cukrem. Dodałam pozostałą żelatynę rozpuszczoną w 1/5 szklanki gorącej wody. Szybko zmiksowałam razem. Większą część masy wylałam za zestaloną część jogurtową (zostawiłam dosłownie 1/5 część do pokrycia później całości). Na wierzchu ułożyłam biszkopty i wstawiłam ponownie do lodówki do zestalenia.

Deser wyjęłam z lodówki dopiero gdy mocno się ściął, zdjęłam z niego folię i polałam resztą musu truskawkowego, po czym ponownie wstawiłam do lodówki, aby się ścięło. Jeżeli reszta musu truskawkowego zdążyła wam się wcześniej ściąć, to przed rozlaniem go na całą kostkę wystarczy go włożyć w naczyniu do gorącej wody, aby się nieco ocieplił i dzięki temu rozpuścił. 

Gotowy deser zawsze podawałam dobrze schłodzony. SMACZNEGO.


sobota, 02 lipca 2016
Wilgotne ciasto czekoladowe najlepsze

Są takie ciasta, które może nie wyglądają najlepiej, ale smakują niebiańsko. Dzisiejszy przepis pomoże wam takie zrobić. Mocno czekoladowe, wilgotne, puszyste i znikające bez śladu w niewyjaśnionych okolicznościach :-) Bardzo szybko się je robi, więc będzie idealnym rozwiązaniem w przypadku gdy goni nas czas. Świetnie sprawdzi się na szkolnych imprezach czy piknikach, bo nie wymaga lodówki, jest dość sycące i można je jeść bez zbędnych sztućców. Moją rodzinę zawojowało mimo, że nie wygląda zachęcająco, a wręcz patrząc na nie ma się wrażenie, że to zakalec. Spróbujcie, na pewno nie pożałujecie.


Poziom trudności:

dla początkujących

Czas przygotowania:

70 minut

Składniki:

CIASTO:

1 dojrzały banan

170 g mąki (może być sama pszenna tortowa, ja dałam 100 g pszennej + 100 g pszennej pełnoziarnistej)

30 g kakao naturalnego

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

0,5 łyżeczki sody

5 jajek

2/3 szklanki cukru

200 ml mleka

100 g masła

POLEWA:

100 g gorzkiej czekolady

70 g masła

50 ml słodkiej śmietanki kremówki

Sposób przygotowania:

 CIASTO:

Banana obrałam i rozgniotłam dokładnie widelcem.

Masło rozpuściłam w rondelku i przestudziłam. Połączyłam z bananem i mlekiem. Dodałam do pozostałych (wymieszanych ze sobą) składników i zmiksowałam razem.

Tak przygotowane ciasto przelałam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (bez termoobiegu) i piekłam przez około 50 minut - do suchego patyczka.

POLEWA:

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej (w metalowej miseczce postawionej na garnku z gotującą się wodą), dodałam masło i podgrzewałam razem, aż składniki dokładnie się połączyły. Na koniec dodałam jeszcze śmietankę i trzymałam nad gotującą się wodą tylko tyle, aby szybko połączyć wszystkie składniki ze sobą. Jeszcze ciepłą polewą pokryłam wcześniej upieczone ciasto. Całość pozostawiłam do całkowitego wystudzenia. SMACZNEGO.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60