http://blogotowanie.blox.pl/strony/tlustyczwartek.html




Urodziny http://blogotowanie.blox.pl/strony/torty.html


KONTAKT:


gosiuwka@gazeta.pl


PARĘ SŁÓW O MNIE


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ


free counters
wtorek, 29 listopada 2016
Konkurs mikołajkowy z Poltino

Obiecałam wam na fanpejdżu możliwość otrzymania giga paki pełnej produktów marki Poltino. Jak obiecałam tak czynię. Mogę wam rozdać aż dwa takie zestawy, każdy składa się z 18 różnych produktów. Na zdjęciu przedstawiony jest przykładowy zestaw, organizator zastrzega sobie jednak prawo do możliwości wymiany niektórych produktów (w zestawie powinny się jeszcze znaleźć owoce takie jak np. maliny czy jagody). Aby podnieść nieco stawkę do jednego z zestawów sponsor - marka Poltino postanowiła jeszcze ufundować zestaw świetnych patelni z powłoką ceramiczną, które pomogą wam przyrządzić otrzymane warzywa i owoce. To jak, dalej jesteście zainteresowani?


Jeżeli chcecie otrzymać jeden z zestawów wystarczy, że opowiecie mi nieco o swoich przygotowaniach do świąt. Przygotowaniach, które odbiegają od tradycji i mnie nieco zaskoczą. Może to być np. mazurek, który akurat u was zawsze pojawia się na wigilijnym stole, mimo, że zazwyczaj można go spotkać jedynie na stole Wielkanocnym. Może to być surówka z marchwi, bez której wasza rodzina nie może się obejść nawet przy Pierwszej Gwiazdce, albo miotła, która pełni rolę choinki. Na pewno macie jakieś swoje własne, wspaniałe historie i tradycje, wystarczy się nimi podzielić. W jaki sposób przedstawicie mi swoją historię pozostawiam wam. Jeżeli chcecie mi wysłać zdjęcie czy film uzupełniające możecie to zrobić wysyłając je na mojego maila: gosiuwka@gazeta.pl, najważniejsze jednak, abyście podstawową historią podzielili się w komentarzu pod tym postem. Na wasze zgłoszenia czekam dokładnie tydzień, a więc do Mikołajek - 6 grudnia włącznie. 

Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jestem ja - autorka bloga Blogotowanie z pasją i jest on prowadzony na mojej stronie dostępnej pod adresem: www.blogotowanie.blox.pl

2. Konkurs trwa od ogłoszenia go na blogu do wtorku 6 grudnia 2016 roku do godziny 23:59 - decyduje godzina publikacji komentarza pod postem konkursowym

3. Nagrody: W konkursie przewidziano przyznanie dwóch nagród. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie jest zestaw osiemnastu produktów marki Poltino wraz z zestawem trzech patelni z powłoką ceramiczną marki Gerlach. Nagrodą dodatkową za zajęcie drugiego miejsca w konkursie jest zestaw produktów marki Poltino.

4. Wysyłką nagród zajmuje się agencja "Mucha nie siada" i w przypadku wygranej dane osobowe zwycięzców zostaną jej przekazane w celu dostarczenia nagrody

5. Fundatorem nagród jest właściciel marki Poltino

6. Zwycięzcy zostaną wybrani przeze mnie według mojej własnej oceny i od decyzji nie będzie przysługiwało odwołanie. Będę kierowała się własnym poczuciem estetyki i gustu

7. Ogłoszenie wyników nastąpi w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu

8. Zadaniem konkursowym jest zaprezentowanie niestandardowych tradycji świątecznych w rodzinach uczestników. Do historii nie musi zostać dołączone zdjęcie, ale na pewno podniesie ono walory pracy. Prace powinny być dodawane jako komentarze do wpisu konkursowego, ewentualne zdjęcia powinny zostać przesyłane pod adres: gosiuwka@gazeta.pl

9. Przesłanie zdjęcia równa się wyrażeniu zgody na udzielenie praw autorskich organizatorowi konkursu na publikację tego zdjęcia na profilu bloga na FB oraz Instagramie i na publikację zdjęć na blogu organizatora

10. Do zgłoszenia konkursowego musi zostać dołączony adres mail na który organizator będzie mógł przesłać zawiadomienie o ewentualnej wygranej w konkursie. Niedopatrzenie podania adresu w przypadku trudności w skontaktowaniu się z uczestnikiem może skutkować z usunięciem uczestnika z listy laureatów konkursu.

11. Zwycięzca konkursu ma obowiązek odpowiedzieć na mail informujący o wygranej w ciągu 3 dni roboczych od otrzymania maila podając swoje dane adresowe zawierające adres do wysyłki nagrody i numer telefonu zwycięzcy. W przypadku braku odpowiedzi prawo do nagrody przepada

12. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z zaakceptowaniem regulaminu

niedziela, 20 listopada 2016
Krakersy cebulowo - ziołowe

Jesienią, kiedy są takie dni, że nie mam ochoty wychodzić spod kołdry, albo kiedy wracam do domu, a na zewnątrz hula wiatr i deszcz, to tylko myśl o gorącej, sycącej zupie jest w stanie poprawić mi nastrój. Tm razem zupa czekała na mnie w zamrażarce. Miałam zapas gotowych zup z przesyłki, jaka kilka tygodni temu dotarła do mnie od firmy Poltino. Gdy nie ma czasu, albo po prostu ma się małego lenia, można sięgnąć po taką zupę. Tym razem postanowiłam jednak szybko zrobić do mojej zupy coś chrupkiego i aromatycznego. Pomyślałam o krakersach ziołowych. Szybko zagniotłam ciasto, dodałam nieco startej cebuli i ziół jakie miałam pod ręką i już. Krakersy szybko wskoczyły do piekarnika. Potem już tylko zajadałam się aromatycznym musem warzywnym i chrupałam moje ciasteczka. Swoją drogą jak wam się podoba mój nowy wzór foremki do ciasteczek?


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 45 minut

Składniki:

1 i 3/4 szklanki mąki

1 łyżeczka soli

1/2 szklanki zimnej wody

1/3 szklanki oleju

1 łyżeczka suszonego czosnku niedźwiedziego

pół cebuli startej na tarce z najdrobniejszymi oczkami

pół łyżeczki cząbru

Sposób przygotowania:

Z podanych składników zagniotłam szybko gładkie i elastyczne ciasto. Na stolnicy oprószonej mąką rozwałkowałam je na cieniutki placek (około 1-2 mm). Wycinałam z niego ciastka za pomocą foremki (można też ciąć podłużne paski po prostu nożem). Krakersy układałam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia pamiętając, aby między każdym kawałkiem pozostawić odstęp.

Tak przygotowane blaszki wkładałam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam po około 10 minut - do czasu aż robiły się złote.

Każde ciasto chłodziłam na kratce. Podawałam schłodzone. SMACZNEGO.


piątek, 11 listopada 2016
Cieciorka marynowana na ostro do piwa - przekąska kibica

Tyle lat czekaliśmy na jakieś pozytywne zmiany w naszej narodowej reprezentacji Polski w piłce nożnej. teraz, gdy nasza drużyna zaczęła trzymać pewien poziom, wiele osób odkrywa w sobie na powrót duszę kibica. Wiele osób wokół mnie z niecierpliwością czeka na kolejne mecze, ogląda je w większym gronie i z przyjemnością dopinguje naszych. Nie byłabym sobą, gdybym nie patrzyła na to zjawisko na swój sposób, a więc od strony kuchni. Wszyscy w takie dni jak dzisiaj, a więc przed kolejnym meczem zaopatrują się w duże ilości chipsów czy smażą popcorn. Postanowiłam trochę odbiec od tego utartego scenariusza i tym razem przygotować nie dość, że coś we własnym zakresie, ale też coś co jest zdrowe, a przy tym idealnie pasuje jako przekąska do piwa. Mowa tu oczywiście o cieciorce, która spoglądała na mnie z szafki (ostatnia przesyłka od marki Lestello). Postanowiłam ją najpierw ugotować, potem zamarynować, a na koniec jeszcze podpiec. Chciałam, żeby była ostra, aromatyczna i uzależniająca :-) I właśnie taka mi wyszła.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

około 1 godzina + namaczanie najlepiej przez całą noc

Składniki:

1 opakowanie ciecierzycy Lestello

1 łyżka ciemnego sosu sojowego

2 łyżki białego octu winnego

3-4 łyżki oleju ziołowego (u mnie chilli + liść laurowy, ale może być po prostu wasz ulubiony, albo taki zupełnie bez dodatków)

1 łyżeczka musztardy miodowej

4 ząbki świeżego czosnku

ew. szczypta ostrej papryczki chilli

sól do smaku

Sposób przygotowania:

Najpierw sprawdziłam czy w domu mam potrzebne produkty:


Zaczęłam oczywiście od ciecierzycy.

Najpierw umyłam ją na durszlaku, po czym przełożyłam do odpowiedniego naczynia i zalałam zimną wodą tak, aby pokryła ziarna z dużym zapasem. Odłożyłam do lodówki do namoczenia na całą noc.

Następnego dnia garnek z ciecierzycą i wodą, w której się moczyła, postawiłam na gazie, posoliłam i gotowałam do miękkości. W międzyczasie czosnek obrałam i przetarłam przez praskę. Dodałam olej, musztardę ocet, sos sojowy i nieco soli. Całość dokładnie wymieszałam.

Miękką ciecierzycę odcedziłam i jeszcze gorącą zalałam wcześniej przygotowaną marynatą. Pozwoliłam składnikom trochę się poprzegryzać przez 15 minut, a w międzyczasie nagrzałam piekarnik do około 180 stopni. 

Zamarynowaną ciecierzycę ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piekłam potem około 15 minut, aż cieciorka z wierzchu się zarumieniła. Podawałam schłodzone. Idealnie pasuje do piwa. SMACZNEGO.


niedziela, 06 listopada 2016
Chleb serowo - cebulowy

Dawno już nie piekłam pieczywa, więc pomyślałam sobie, że czas te zaległości nadrobić. W lodówce miałam nadmiar żółtego sera, który w szale zakupów trafił do mojego koszyka. Ser jest idealnym dodatkiem do chleba, więc postanowiłam go użyć do pieczenia. Dodałam tylko nieco smażonej cebulki i wyszedł fantastyczny chlebek, do którego nie są potrzebne żadne dodatki. Można go zajadać jako pełen posiłek, bo nie różni się zbytnio pod względem składników od zwyczajnej kanapki z serem. Mi smakował szczególnie z dodatkiem lutenicy, ale może wy znajdziecie na niego jeszcze lepszy sposób. Zdecydowanie polecam.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

 około 2,5 godziny

Składniki:

500 g mąki

280 ml ciepłej wody

20 g świeżych drożdży

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

pieprz do smaku

2-3 cebule

2 łyżki masła

300 g sera startego na tarce - u mnie ser z suszonymi pomidorami i ziołami

1 łyżeczka cząbru

1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego

czarnuszka do posypania chleba

jajko wymieszane z jedną łyżką mleka do posmarowania chleba

Sposób przygotowania:

Drożdże rozpuściłam w ciepłej wodzie. Dodałam 2 łyżki mąki i cukier, wymieszałam i postawiłam w ciepłym miejscu bez przeciągów na około 15 minut, aby drożdże ruszyły.

Gotowy zaczyn przelałam do miski z przesianą mąką, dodałam łyżeczkę soli i zagniotłam razem do uzyskania jednolitej konsystencji. Po tym czasie zagniatałam ciasto jeszcze dłuższą chwilę, tak aby stało się elastyczne i bez problemu odchodziło od rąk. Tak przygotowane odłożyłam przykryte ściereczką do piekarnika nagrzanego do 50 stopni.

Na patelni rozgrzałam masło i na średnim ogniu smażyłam na nim cebulkę pokrojoną w kostkę do czasu, aż się pięknie zezłociła. Doprawiłąm do smaku solą, pieprzem i pozostałymi ziołami.

Po około 40 minutach od włożenia do piekarnika, ciasto podwoiło swoją objętość. Wyłożyłam je na stolnicę podsypaną mąką i rozwałkowałam na duży prostokąt o grubości około 1 cm.

Na wierzchu ciasta rozprowadziłam podsmażoną i ostudzoną cebulkę i rozłożyłam cały, starkowany ser żółty. Zwijałam tak, aby otrzymać cztery równe rolady o długości mojej keksówki. Ułożyłam je w naczyniu tak, aby dwie przykryły spód, a kolejne dwie ułożyłam na wierzchu. Ponownie włożyłam do piekarnika nagrzanego do 50 stopni (bez termoobiegu) na kolejne 40 minut (ważne,. aby ciasto zdążyło podwoić swoją objętość). 

Wyrośnięty chlebek wyjęłam z piekarnika i nastawiłam go od razu na tempreraturę 180 stopni (ponownie bez termoobiegu). W międzyczasie gdy piekarnik się nagrzewał wierzch chleba posmarowałam jajkiem wymieszanym z łyżą mleka i posypałam czarnuszką.

Gdy piekarnik się nagrzał włożyłam do niego chleb i piekłam około 40 minut, do czasu aż skórka chleba nabrała rumianej barwy. Chleb studziłam na kratce i podawałam na zimno. SMACZNEGO.


13:16, gosiuwka , Chleby
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 października 2016
Zupa krem z czerwonej soczewicy

Zawsze o tej porze roku łapie mnie trochę jesienna chandra. Za oknem mokro, szaro i zimno. Słońce coraz wcześniej zachodzi. Tym razem do kompletu dołączyło jeszcze przeziębienie. To właśnie ten czas, kiedy tęskno mi się robi za kubkiem ciepłej, gęstej zupy. Najlepiej jeszcze, żeby była mocno doprawiona, aby rozgrzewała od środka. W ostatniej przesyłce, jaką otrzymałam od marki Lestello była między innymi sycąca, czerwona soczewica. Wprost idealna aby stać się bohaterką pysznej zupy krem. W lodówce nie miałam zbyt wiele rzeczy, ale akurat była tam reszta mleczka kokosowego, przecier pomidorowy, nieco wędzonego boczku, a w szafce zaczynały powoli kiełkować szalotki kupione na pobliskim bazarku. Z powodu przeziębienia nie planowałam wyściubiać nosa z domu, więc musiałam polegać na tym, co znalazłam. Wierzcie mi lub nie, ale wyszła naprawdę pyszna zupa, która jest w stanie zapewnić w pełni zbilansowany posiłek.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

45 minut

Składniki:

1 opakowanie soczewicy czerwonej Lestello - 400 g

4 duże szalotki

ok 3-4 łyżki domowego przecieru pomidorowego

300 g wędzonego boczku

100 ml mleczka kokosowego

2 łyżeczki curry

ok 2 l wody

pół łyżeczki cukru

sól do smaku

Sposób przygotowania:

Boczek pokroiłam w paski. Wrzuciłam na rozgrzaną patelnię i na małym ogniu wytopiłam z niego tłuszcz. Smażył do czasu, aż był chrupki, po czym wyjęłam z tłuszczu na ręcznik papierowy. Szalotkę umyłam i obrałam. Pokroiłam w kostkę, po czym podsmażyłam na złoty kolor na wytopionym z boczku tłuszczu. Soczewicę zalałam wodą, dodałam szalotkę i gotowałam do miękkości

Pod koniec gotowania dodałam jeszcze koncentrat pomidorowy i doprawiłam mleczkiem kokosowym i przyprawami. Całość zblendowałam razem do uzyskania jednolitej konsystencji. Podawałam z przesmażonym boczkiem i odrobiną szczypiorku (notabene kiełkującym już z mojej szalotki :-)). SMACZNEGO.


 

sobota, 22 października 2016
Kisz z warzywami na patelnię

Dzisiejsze danie to propozycja dla osób, które nie mają czasu na gotowanie, a chcą zaimponować swoim gościom. W moim przypadku ciasto na kisza przygotowałam sama, ale nawet tu możecie pójść na łatwiznę i kupić gotowe ciasto w sklepie, wtedy przygotowanie tej tarty będzie już naprawdę banalnie proste i szybkie. Gdy ciasto kruche jest już gotowe, wszystko co będzie jeszcze trzeba zrobić to zmiksować ze sobą kilka składników i wyłożyć blaszkę na kisza ciastem. Czyż nie brzmi zachęcająco? Jako podstawowy użyłam warzyw na patelnię marki Poltino, które w zestawie mają już sporą saszetkę przypraw, więc nie było potrzeby dodatkowego doprawiania całości.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

ok. 1 godzina + schładzanie

Składniki:

FARSZ:

1 opakowanie warzyw na patelnię Poltino

500 g serka typu ricotta

4 jajka (ew 2 całe jajka + 2 białka)

1 łyżka bułki tartej

CIASTO*:

1,5 szklanki mąki

200 g masła

1 szklanka mleka

szczypta soli

2 żółtka

* można użyć w zamian gotowe ciasto kruche ze sklepu

Sposób przygotowania:

Z podanych składników ciasta zagniotłam szybko gładkie ciasto o jednolitej konsystencji, owinęłam folią spożywczą i włożyłam do lodówki do schłodzenia.

Schłodzone ciasto rozwałkowałam na okrągły placek nieco większy niż moja forma na tartę. Przełożyłam do formy tak, aby ciasto przykryło całe dno i boki naczynia. Na cieście ułożyłam specjalne kamienne groszki do pieczenia ciasta kruchego (można zastąpić najzwyczajniejszą fasolą :-)). Włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam przez 15 minut.

W międzyczasie zmiksowałam śmietanę, jajka, serek i przyprawy z mieszanki do uzyskania jednolitej konsystencji. Do mieszanki jajecznej dodałam lekko rozmrożone warzywa.

Upieczone ciasto wysypałam na dnie bułką tartą i na wierzch wylałam masę jajeczną z warzywami. Ponownie włożyłam do piekarnika na kolejne 30-40 minut (do czasu aż masa z wierzchu zaczęła się złocić).

Tak upieczonego kisza można podawać od razu - na gorąco, lub dokładnie wystudzić i podawać wprost z lodówki. SMACZNEGO.


piątek, 14 października 2016
Światowy dzień żywności, przechowywanie żywności i wywar na pieczonych kościach

16 października będziemy obchodzić światowy dzień żywności. Ten dzień powinien nam wszystkim przypominać o tym, że żyjąc w obecnych czasach możemy czuć się szczęśliwi. Szczęśliwi, bo jesteśmy w gronie tych ludzi, których obecnie nie dotyczy problem braku żywności. Problem ten może się pojawić wszędzie. Europa nie była od niego wolna. Za wojną i niestabilnością polityczną krajów podąża głód i ubóstwo. W dzień żywności solidaryzujemy się z każdym, którego ten problem dotyka. Dzisiaj wielu z nas już nie bardzo pamięta, ale kiedyś nasze babcie, w przeciwieństwie do dzisiejszego pokolenia, bardzo dbały o każdy składnik pożywienia. Nic się nie marnowało. Wszystko było skrzętnie przechowywane i konserwowane. Każda prawdziwa gospodyni domowa miała swoje sposoby na zużywanie resztek jedzenia pozostałego z obiadu. Stąd między innymi pochodzi nasza pomidorowa "z rosołu z wczoraj" :-) i wiele, wiele innych ciekawych przepisów jak kopytka, kotlet mielony czy pierogi i nasza klasyczna sałatka jarzynowa.

Podobną strategię przyjęła również sieć sklepów Media Markt, która w swoich placówkach oferuje wysoki sprzęt do przechowywania żywności zapewniający jej jak najdłuższą przydatność do spożycia. Mowa tu oczywiście o lodówkach. Aby potencjalny klient mógł świadomie dokonać zakupu, pracownicy sklepu starają się odpowiednio wyeksponować najważniejsze funkcje sprzedawanych sprzętów, zwracając głównie uwagę na te najważniejsze cechy takie jak zabezpieczenia przed tworzeniem się lodu, odpowiednia cyrkulacja powietrza, kontrola temperatury, kontrola wilgotności, różnice w wilgotności, temperaturze dla poszczególnych grup produktów przechowywanych w jednej lodówce czy choćby filtry powietrza. Dzięki tym rozwiązaniom przechowywanie jedzenia w dzisiejszych czasach staje się zdecydowanie łatwiejsze i daje nam pewną przewagę nad naszymi protoplastkami. O wszystkie szczegóły można oczywiście na miejscu dopytać odpowiednio przeszkolony personel, a jeżeli mieszamy z dala od najbliższej placówki (których nota bene jest już 58 w całym kraju) to wystarczy udać się na stronę sieci www.mediamarkt.pl i samemu przewertować katalog. Mnie najbardziej urzekła funkcja "Cool Select Zone" dostępna w lodówkach marki Samsung (dostępnych oczywiście w sklepach sieci Media Markt). A cóż to takiego? To nie mniej nie więcej niż lodówka w lodówce, a więc specjalna strefa gdzie użytkownik może ustawić inną temperaturę niż ta, która panuje w pozostałej części naszej lodówki. 


Nawet najlepiej przechowywane produkty kiedyś skończą swoją przydatność do spożycia, a tego nikt z nas przecież nie chce. Każda z nas, nawet w dzisiejszych czasach musi szukać swoich sposobów na odpowiednie zarządzanie własnymi zasobami. Jednym z wielu sposobów jakie ja mam na zwiększenie wydajności tego co pojawia się w mojej kuchni jest między innymi wywar na zupę, jaki robię na bazie pieczonych kości. A cóż to takiego? Jest to dodatkowy sposób na wykorzystanie kości, jakie zawsze zostają po popularnym u nas obiedzie z pieczonym kurczakiem w roli głównej. Wystarczy z kurczaka po upieczeniu, a przed podaniem, usunąć kości. Na ich bazie ugotować esencjonalny wywar postępując dokładnie tak samo jak w przypadku kości surowych, a więc według tego schematu: klik, klik, a później użyć tego wywaru jako bazę do każdej innej zupy. Czyż to nie banalnie proste? Czy próbowaliście już kiedyś tak zrobić? Dzięki temu nasz kurczak zyskuje kolejne życie, a my cieszymy się smakiem pysznej, aromatycznej zupy (którą potem można jeszcze jakiś czas przechowywać w naszej idealnej i nowoczesnej lodówce).

piątek, 30 września 2016
Sernik z serka ricotta pod jagodową pierzynką

Ten sernik to świetny pomysł gdy chcemy upiec coś słodkiego, ale mamy małego lenia, który siedzi nam na ramieniu i szepce, że zamiast piec lepiej byłoby pomedytować. Ten serniczek w zasadzie robi się sam. Wystarczy zmiksować mikserem składniki, nastawić piekarnik i uzbroić się w cierpliwość. Na następny dzień jeszcze trzeba rozrobić żelatynę i połączyć z mrożonymi jagodami i już, chwilę potem pyszne ciasto jest już gotowe. Dlaczego mrożone? To proste, ciężko o świeże o tej porze roku :-) A do tego te mrożone są już umyte, posortowane i po prostu gotowe do zjedzenia. Na dzień lenia idealne.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

120 minut + schładzanie

Składniki:

SERNIK:

1 kg serka Ricotta

4 jajka

2 łyżki ekstraktu z prawdziwej wanilii

0,5 szklanki cukru

2 łyżki mąki ziemniaczanej

PIERZYNKA JAGODOWA:

300 g mrożonych jagód u mnie marki Poltino

3 łyżeczki żelatyny

2 łyżki cukru

Sposób przygotowania:

Serek ricotta, jajka, pół szklanki cukru, mąkę ziemniaczaną i ekstrakt waniliowy zmiksowałam razem na jednolitą masę. Serek ricotta nie wymaga mielenia, więc naprawdę wystarczy po prostu składniki sernika ze sobą wymieszać.

Gotową masę odłożyłam na bok na chwilę aby część pęcherzyków powietrza ze środka zdążyła wypłynąć.

W międzyczasie rozgrzałam piekarnik do 180 stopni. Dno okrągłej tortownicy wyłożyłam papierem do pieczenia, a boki wysmarowałam masłem. Do tortownicy przelałam masę i włożyłam do nagrzanego piekarnika.

Piekłam przez 10 minut, po czym zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni i piekłam jeszcze 90 minut. Po upieczeniu studziłam ciasto w piekarniku, po czym włożyłam na co najmniej kilka godzin do lodówki, aby dobrze się schłodziło.

Następnego dnia wyjęłam jagody z zamrażarki. Przelałam je na sitku zimną wodą i osuszyłam. Żelatynę rozpuściłam w połowie kubka gorącej wody. Dodałam jeszcze 2 łyżki cukru i dokładnie razem wymieszałam. 

Do miseczki wsypałam jagody i wlałam gorącą jeszcze wodę z żelatyną i błyskawicznie wymieszałam. Od zimna jagód żelatyna bardzo szybko się ścina, więc całość jak najszybciej wyłożyłam na sernik i rozprowadziłam po całej jego powierzchni. Tak przygotowane ciasto wróciło do lodówki.

Podawałam zawsze schłodzone. SMACZNEGO.


poniedziałek, 26 września 2016
Batony czekoladowe z prosem ekspandowanym

Gdy w zeszłym tygodniu dotarła do mnie przesyłka z produktami do testowania firmy Lestello wiedziałam od razu, że pierwszym produktem, który wykorzystam będzie jedno z ekspandowanych ziaren. Niesamowicie podobają mi się te produkty. Są lekkie, zdrowe i idealnie nadają się jako dodatek do dań typu fit. W przypadku dzisiejszych batonów użyłam prosa ekspandowanego, dzięki czemu moje słodycze nabrały lekkości i wzbogaciły skład batonów o dobrą kalorię. Masa czekoladowa, którą zrobiła ma niewielką ilość cukru, za to sporo bogatego w magnez kakao. Wszystko to razem sprawia, że takie batony mogą nawet skusić osoby dbające o dobrą sylwetkę. Po dłuższym wysiłku sportowym też czasem trzeba uzupełnić kalorie :-)


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

20 minut + schładzanie

Składniki:

100 g masła

3 łyżki cukru

4 łyżki kakao

1 szklanka mleka w proszku

1/4 szklanki mleka

150 g prosa ekspandowanego marki Lestello

Sposób przygotowania:

Wodę, cukier, kakao i mleko podgrzałam w rondelku na małym gazie aż wszystko się rozpuściło i razem połączyło. Dokładnie wymieszane zdjęłam z gazu i nieco ostudziłam. 

Do jeszcze ciepłej masy zaczęłam po trochu dodawać mleko w proszku delikatnie mieszając. Dodawałam do czasu, aż masa wyraźnie zgęstniała i łyżka w nią wbita wyraźnie stała. Czasem może się okazać, że mleka potrzeba nieco mniej lub więcej niż w przepisie. 

Gdy masa osiągnęła pożądaną gęstość dodałam do niej proso i dokładnie wymieszałam, aby wszystkie ziarna pokryły się czekoladą. Całość przełożyłam do keksówki wyłożonej folią spożywczą. Dokładnie docisnęłam, aby nie było wolnych przestrzeni na dnie. Wyrównałam powierzchnię i tak przygotowane włożyłam do lodówki, aby całość stężała.

Zimny blok kroiłam ostrym nożem na batony. Przechowywałam w temperaturze pokojowej. SMACZNEGO.


niedziela, 18 września 2016
Dżem truskawkowo, bezowo - rozany

Kolejny przepis z listy nieco spóźnionych. Spóźnionych, bo truskawki i kwiaty bzu są już tylko wspomnieniem. Może jak się napatrzycie na zdjęcia, to będą za wami ciągle chodziły aż do kolejnego lata? A jest co wspominać. Smak wyszedł niepowtarzalny. Delikatnie kwiatowy z dominującą truskawką. Tak też go robiłam, kwiaty były tu raczej dodatkiem, niż głównym składnikiem. Przy bzie czarnym uważałam, żeby dodać do owoców same kwiatuszki, bez łodyżek, a w przypadku róży każdy płatek przez umyciem obejrzałam i odcięłam z nieco białą część, która powoduje goryczkę. Dżem jest więc dość pracochłonny, ale jest też tego wart. Pyszne, słodkie lato zamknięte w szklanym pojemniku. Idealne, aby wypuścić je w ponury, szary, zimowy wieczór. 


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

około 120 minut

Składniki

1 kg świeżych truskawek

1 szklanka kwiatów bzu czarnego (nie ubitych)

1 szklanka płatków róży cukrowej (nie ubitych)

1 szklanka cukru (u was może być nieco mniej, lub więcej, zawsze trzeba próbować)

1 opakowanie środka żelującego do dżemów (na 1 kg owoców) lub szklanka soku z czerwonej porzeczki 

Sposób przygotowania:

Truskawki umyłam i odszypułkowałam. Zasypałam cukrem i odstawiłam na godzinę. 

W międzyczasie bez obrałam z gałązek, a z płatków róży nożyczkami usunęłam białe końcówki. Kwiatków bu już nie myłam, aby nie usunąć pyłków kwiatowych, ale dokładnie sprawdziłam, czy nie ma zabrudzeń, które trzeba usunąć. Płatki róży umyłam i osuszyłam i drobno pokroiłam.

Truskawki w międzyczasie puściły sok, więc w garnku ustawiłam je na gazie i doprowadziłam do wrzenia. Dodałam kwiatki i zagotowałam razem, zmniejszyłam gaz. 

Na drugim gazie ustawiłam oddzielny garnek z wodą i włożyłam do środka umyte słoiki i nakrętki. Zagotowałam pod przykryciem.

Do truskawek dodałam środek zagęszczający* i chwilę dalej gotowałam razem, zmniejszyłam gaz.

Z garnka z wodą po kolei wyjmowałam słoiki i napełniałam je gorącym dżemem od razu zakręcając gorącymi nakrętkami. Zamknięte słoiki ustawiałam na ściereczce do góry dnem. Gdy wszystkie były już gotowe przykryłam je jeszcze wszystkie ściereczką i tak zostawiłam aby wystygły. SMACZNEGO.

 

*Jeżeli do zagęszczenia dżemu używacie soku z porzeczki trzeba go mocno wygotować aby został mocny koncentrat. W tym celu całe porzeczki ze skórkami (ale bez szypułek) wrzucamy do garnka z odrobiną gotującej się wody (tylko tyle, aby przykryła dno). Gotujemy razem do czasu, aż skórki pękają i można je usunąć przecierając przez gęste sitko. Tak uzyskany sok - 1 szklanka jak w składnikach, należy gotować jeszcze jakiś czas aby wygotować większość wody - do pozostawienia około 1/3 objętości.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61