|
Archiwum
Ostatnie wpisy
|
niedziela, 20 maja 2012
#caking w słowińskim parku narodowym
Wiedzieliście, że dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Pieczenia? Z tej okazji w kilku krajach pasjonaci pieczenia ciast robią im zdjęcia w szalonych miejscach. Szalonych jeżeli weźmie się pod uwagę fotografowany obiekt. Ja swoją babkę postanowiłam wziąć na spacer do Słowińskiego Parku Narodowego. Zostawiliśmy samochód na parkingu w Rąbce i spacerem przeszliśmy 6 kilometrów do ruchomych wydm, a babka razem z nami. Zjedliśmy ją dopiero na plaży. Nawet piasek między zębami nam bardzo nie przeszkadzał ;-) Zanim jednak została zjedzona powstało kilka zdjęć. Jak wam się podobają?
wtorek, 15 maja 2012
Konfitura herbaciano - gruszkowa z imbirową nutką
Postanowiłam jeszcze raz wziąć udział w zabawie z herbatą Irving. Tym razem będzie jednak słodko, a nie wytrawnie. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej żurawinowej herbatce i połączyć ją ze słodką gruszką konferencją. Aby smak nabrał jeszcze wyrazistości dodałam nieco imbiru i soku cytryny. Konfitury wyszły aromatyczne, gęste i słodkie. Idealne jako dodatek do świeżej bułeczki i prawdziwego masła. Hmmm...
łatwe czas przygotowania: 90 minut Składniki: 2 dośc duże gruszki konferencje (moje ważyły około 550g) 4 torebki czarnej herbaty Irving o smaku żurawinowym 0,5 szklanki cukru żelującego 2:1 sok z połowy cytryny 2 łyżeczki świeżo startego imbiru Sposób przygotowania: Gruszki myjemy, obieramy ze skórki i kroimy w niezbyt drobną kostkę. Herbatę parzymy w połowie szklanki gorącej wody i zostawiamy na około 5 minut pod przykryciem do naciągnięcia. Gruszki zalewamy naparem z herbaty, dodajemy sok z cytryny i gotujemy w rondelku razem do czasu, aż około 2/3 płynów wyparuje (płynów na początku będzie dość sporo, bo gruszki też puszczą sok). Do zredukowanych owoców dodajemy imbir i gotujemy jeszcze chwilkę. Pod koniec dodajemy cukier żelujący i gotujemy do czasu, aż się dokładnie rozpuści. Przygotowujemy około 2 słoiczki 300ml, które wyparzamy i osuszamy. Owoce przekładamy do jeszcze ciepłych słoików i uważając aby gwint nie był mokry ani pobrudzony konfiturą zakręcamy nakrętką. Takie słoiki powinny się same zawekować, nie ma potrzeby dodatkowego ich gotowania. Podajemy jako dodatek do pieczywa, herbat lub wyjadamy bezpośrednio ze słoiczka ;-). SMACZNEGO.
piątek, 11 maja 2012
Placek gjeprfrutowo - ananasowy
Bardzo często zdarza się tak, że jako właścicielka bloga każde ciasto piekę tylko raz i raczej do niego nie wracam, bo ciągle poszukuję nowych smaków, nowych rozwiązań. Taki plan był i w tym przypadku. W jeden z weekendów postanowiłam upiec ciasto z odrobiną goryczki i padło na grejpfruty. Aby złagodzić smak dodałam ananasa z puszki co okazało się strzałem w dziesiątkę. W ogóle całe ciasto okazało się na tyle strzałem w dziesiątkę, że mój mąż kategorycznie kazał mi je natychmiast powtórzyć. Dodam jeszcze, że zarówno pierwsza jak i druga wersja zniknęła w wyjątkowo szybkim tempie. Zdecydowanie polecam!
Poziom trudności: średni Czas przygotowania: ok. 120 minut Składniki: 750g grejpfruta (u mnie w sumie 3 małe sztuki) 1 puszka ananasa z zalewy 3 łyżki mąki 3 łyżki mąki ziemniaczanej 2 jajka 150g masła 1,5 szklanki mąki 2 żółtka 4 białka 400g cukru Szczypta soli Ew. dodatkowy cukier do masy owocowej Sposób przygotowania: 1,5 szklanki mąki mieszamy z masłem o temperaturze pokojowej, dodajemy szczyptę soli i 2 żółtka i szybko zagniatamy na gładkie ciasto. Wkładamy do lodówki na około 30 minut. Blaszkę o wymiarach 30x20cm smarujemy masłem i spód wylepiamy schłodzonym ciastem. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 minut (aż się zezłoci). Grejpfruty obieramy ze skóry tak, aby razem z grubą skórą usunąć błonki pod nią (tak jak widać to na zdjęciu poniżej. Następnie wycinamy każdy kawałek ze środka za pomocą noża, za każdym razem robiąc dwa nacięcia. W ten sposób szybko uzyskamy cały miąższ ze środka i nie będziemy musieli oddzielnie obierać każdego kawałka. Pozostałe błonki z resztkami miąższu po prostu wyciskamy do miski z całymi kawałkami.
Do grejpfrutów dodajemy zawartość całej puszki z ananasem krojąc najpierw każdy kawałek w drobną kostkę. Dla mnie taka mieszanka była już wystarczająco słodka, ale można ewentualnie dodać jeszcze do owoców nieco cukru. Odlewamy pół szklanki soku z owoców, a resztę stawiamy na gazie i doprowadzamy do wrzenia. W odlanym soku rozpuszczamy 3 łyżki mąki i 3 łyżki mąki ziemniaczanej. Mieszankę dodajemy do owoców natychmiast po tym jak zaczną wrzeć i dokładnie przez chwilę mieszamy do czasu, aż zgęstnieją. Zestawiamy z gazu i trochę schładzamy. Gdy będą jeszcze ciepłe, ale już nie gorące dodajemy 2 jajka i dokładnie miksujemy. Masę owocową wylewamy na podpieczony spód i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 25-30 minut, do czasu, aż masa się zetnie. Białka prosto z lodówki ubijamy na pianę, pod koniec ubijania dodajemy po trochu cukier. Pod koniec ubijania piana powinna być idealnie biała, sztywna i szklista. Tak przygotowaną bezę wylewamy na ciasto i równomiernie rozprowadzamy po powierzchni. Temperaturę redukujemy do 120 stopni i pieczemy całośc jeszcze jakieś 30-40 minut do czasu, aż beza zacznie się rumienić a będzie już sucha z wierzchu. Jeżeli pianka zacznie się rumienić zbyt szybko i będzie jeszcze z wierzchu zbyt miękka, należy zmniejszyć temperaturę piekarnika. Gotowe ciasto podajemy schłodzone. SMACZNEGO.
czwartek, 10 maja 2012
Herbaciana kasza jęczmienna zapiekana z krewetkami i zielonym pieprzem
Dzisiejszy przepis to moja propozycja do akcji zorganizowanej przez producenta herbat Irving skierowanej do blogerów kulinarnych. Zadanie polega na kreatywnym wykorzystaniu herbat Irving w kuchni. Co prawda teraz bardzo modne są herbaty zielone, ale ja na przekór postanowiłam sięgnąć po klasykę, jaką jest czarna herbata liściasta. Wbrew pozorom połączenia smakowe z mojego dania to w dużej mierze również klasyka, bo od lat pijamy przecież herbatę z cytryną, a cytrynę wykorzystujemy wielokrotnie przy przyrządzaniu ryb i owoców morza. Aby smak herbaty w daniu był wyraźny, a całość nabrała lekkiego pazura zrezygnowałam z szerokiej gamy przypraw na rzecz zielonego pieprzu z zalewy. Bazą dania jest trochę zapomniana u nas w Polsce kasza jęczmienna, niegdyś królowa naszych stołów. Aby złagodzić nieco kwaskawość cytryny dodałam jeszcze garść moreli suszonych. Całość to danie niezwykle lekkie i aromatyczne, a kasza pięknie wchłonęła herbaciany smak i zapach. Polecam, sama na pewno wrócę do tego przepisu.
Poziom trudności: średnie Czas przygotowania: 50 minut Składniki: 200 g kaszy jęczmiennej 4 czubate łyżeczki herbaty Daily Superior Irving 3 szalotki 200g krewetek 100g suszonych moreli 1 soczysta cytryna 1-2 łyżeczki zielonego pieprzu z zalewy masło klarowane do smażenia sól do smaku Sposób przygotowania: Krewetki dokładnie myjemy i usuwamy łepki (ogonki zostawiłam, ale jeżeli komuś potem przeszkadzają, to też można je oczywiście usunąć już na tym etapie). Szalotki obieramy i kroimy w drobną kosteczkę. Smażymy na maśle do czasu, aż się zeszklą, po czym dodajemy krewetki i smażymy z każdej strony w sumie jeszcze jakieś 3 minuty. Kaszę gotujemy przez około 10 minut w osolonej wodzie (powinna być jeszcze lekko kwaskawa. Herbatę zalewamy połową gorącej szklanki wody i pozostawiamy do naciągnięcia. Morele kroimy na drobne kawałki i zalewamy gorącą wodą. Z połowy cytryny ocieramy skórkę i wyciskamy sok. Skórkę i sok mieszamy z podgotowaną kaszą, podsmażonymi krewetkami, szalotką, naparem z herbaty i namoczonymi morelami. Dodajemy jeszcze pieprz z zalewy (w smaku jest potem dość ostry, więc dobrze jest dopasować jego ilość do własnych preferencji smakowych). Całość solimy jeszcze do smaku i przekładamy do naczynia do zapiekania. Drugą połowę cytryny kroimy w plastry (nie obierając skórki) i układamy nimi naszą kaszę. Pieczemy pod przykryciem przez około 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Podajemy gorące. SMACZNEGO.
środa, 02 maja 2012
Zielona tarta z karmelizowaną cykorią
Tym razem wyjątkowo lekko, wiosennie i bardzo zielono. Cykoria i jej gorzki posmak zneutralizowany odrobinę długotrwałym duszeniem i dodatkiem cukru. Zapieczona później ze słodką cukinią, cebulką i masą mleczno – jajeczną. Całość przykryta żółtym serem lekko spieczonym za złoty kolor. Z przypraw dodałam tylko bazylię, sól i pieprz, ale świetnie wypadnie też z dodatkiem innych zielonych ziół, najlepiej pochodzących z własnego ogródka lub balkonu. Spróbujcie, na pewno się nie rozczarujecie.
Poziom trudności: Średni Czas przygotowania: 75minut Składniki: CIASTO: 1 szklanka mąki 100g masła Szczypta soli FARSZ: 4 główki cykorii 1 średniej wielkości cebula 1 zielona cukinia 3 jajkagarść świeżej bazylii 200ml mleka 2 łyżeczki cukru 3-4 łyżki oleju do smażenia 200g miękkiego żółtego sera 2-3 łyżki bułki tartej Sól, pieprz do smaku Sposób przygotowania: Wszystkie składniki ciasta zagniatamy razem do uzyskania gładkiej kuli ciasta. Wkładamy do lodówki na około 30 minut do schłodzenia. Cykorię myjemy i oddzielamy listki. Na patelni rozgrzewamy mniej więcej 2 łyżki oleju, dodajemy do niego 2 łyżeczki cukru i wrzucamy osuszone listki cykorii. Smażymy pod przykryciem około 30 minut od czasu do czasu mieszając. Pod koniec duszenia cykoria powinna miejscami być lekko brązowa. Na oddzielnej patelni i reszcie oleju smażymy cebulkę pokrojoną w kostkę. Dodajemy do skarmelizowanej cykorii i mieszamy. Cukinię myjemy i kroimy w plastry. Dodajemy do pozostałych warzyw. Mleko miksujemy z jajkami do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy drobno posiekaną bazylię, sól i pieprz. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę do tarty smarujemy masłem i wykładamy schłodzonym ciastem, tak aby przykryło ono nie tylko spód, ale i boki. Warto rozwałkować ciasto na jednolity placek i po prostu przenieść go do formy, ale przy wałkowaniu należy pamiętać o podsypywaniu stolnicy i wałka mąką, aby ciasto się nie przyklejało. Ciasto pieczemy w piekarniku około 15 minut, po czym wyjmujemy i dno ciasta obsypujemy bułką tartą. Na wierzch natomiast wylewamy warzywa wymieszane z mieszanką mleczno – jajeczną. Na górę ścieramy na tarce o najgrubszych oczkach ser żółty, tak aby przykrył całą tartę. Tak przygotowaną tartę pieczemy w piekarniku jeszcze jakieś 30-40 minut, do czasu, aż farsz się zetnie, a ser na wierzchu zezłoci. Podajemy gorącą. SMACZNEGO.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Pomarańczowe muffinki straciatella
Nadszedł nam okres grillów, pikników i wszelakich form relaksu na świeżym powietrzu. Muffinki natomiast idealnie się w ten sielski obrazek wpisują. Przede wszystkim łatwo je transportować, nie wymagają szczególnych zabiegów przy jedzeniu, wystarczy taką chwycić w rękę i po prostu wgryźć się do środka ;-) Do tego wszystkiego mają jeszcze jedną niezaprzeczaną zaletę, są wyjątkowo szybkie i łatwe w przygotowaniu. Wystarczy jakieś 25 minut i już, są gotowe, należy tylko poczekać, aż wystygną. Ja uwielbiam je pod prawie każda postacią, a te na słodko zazwyczaj jem do kawy lub samego mleka, takiego najlepiej prosto z lodówki. Ta wersja jest z pomarańczami gorzką czekoladą. Pycha!
Poziom trudności: łatwe Czas przygotowania: 25 minut Składniki: 1 i 2/3 szklanki mąki 2 łyżeczki proszku do pieczenia 0,5 łyżeczki sody 0,5 szklanki cukru 100ml mleka 80 ml oleju 100g gorzkiej czekolady (może być deserowa lub mleczna, jeżeli takiej nie lubimy) 2 jajka 1 duża, soczysta pomarańcza garść płatków migdałowych do posypania muffinów Sposób przygotowania: Pomarańczę dokładnie myjemy i osuszamy. Skórkę ocieramy na tarce o najdrobniejszych oczkach. Resztę skóry usuwamy nożem tak, aby usunąć ją razem z błonkami pod nią. Z każdego kawałka wycinamy nożem miąższ tak, aby nie było na nim błonek. Z resztek pomarańczy wyciskamy sok. Czekoladę kroimy nożem tak, aby powstały kawałki o średnicy około 0,5cm, ale nie trzeba tego robić jakoś wyjątkowo dokładnie. Wszystkie sypkie składniki (oprócz czekolady) dokładnie mieszamy razem. To samo robimy ze składnikami "mokrymi" oprócz kawałków miąższu, ale razem z otartą skórką i sokiem wyciśniętym z resztek pomarańczy. Zawartości obu misek łączymy razem i miksujemy do otrzymania jednolitej konsystencji. Gdy ciasto jest już gładkie dodajemy jeszcze kawałki czekolady i pokrojone na mniejsze cząstki kawałki miąższu pomarańczy. Całośc mieszamy dokładnie łyżką. Gotowe ciasto przekładamy do formy wyłożonej papierowymi papilotkami i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 minut lub do suchego patyczka (gdy po włożeniu w środek muffinki, drewniany patyczek np. wykałaczka, będzie suchy). Podajemy schłodzone. SMACZNEGO.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Musy: czekoladowy i miętowy w formie z ciasta filo
Dzisiaj znowu słodko i tym razem mocno kremowo. Takie moje małe powitanie wiosny. Deser miał przypominać wiosenną łąkę pełną kwiatów. Na dnie czarna ziemia, z której wyrasta zielona trawka i kolorowe kwiatki. Kwiatki zrobiłam z lukru plastycznego, trawkę wyciskałam za pomocą wyciskacza do czosnku, a całość umieściłam w formie upieczonej z ciasta filo. Efekt bardzo kolorowy i wyjątkowo optymistyczny. Mam nadzieję, że teraz wiosna zostanie już z nami na dobre :-) Z podanych składników wyszła mi jedna duża fora i trzy mniejsze upieczone w małych kokilkach.
Poziom trudności: dla ambitnych Czas przygotowania: 45 minut + 8 minut pieczenia + schładzanie obu mas po kolei (po kilka godzin w lodówce) Składniki: mrożone ciasto filo - 7 płatów ok. 100g masła KREM CZEKOLADOWY 250g gorzkiej czekolady 300ml słodkiej śmietany kremówki 30% 75g białej czekolady 100g gęstego jogurtu naturalnego 2-3 łyżki masła KREM MIĘTOWY: 0,75 l mleka syrop miętowy - ilość według smaku, intensywnośc zależy od użytego syropu (u mnie 50ml) 2 budynie waniliowe 200g masła ew. zielony barwnik spożywczy PONADTO: masa plastyczna do wykonania kwiatków (u mnie 3 kolory, kwiatki wycinałam za pomocą specjalnych foremek), przepis na masę znajdziecie tutaj Sposób przygotowania: Ciasto filo rozmrażamy. 100g masła topimy w rondelku (należy je często mieszać, żeby się nie spaliło). Z każdego płatu ciasta odkrajamy pasek tak, aby uzyskać 7 równych kwadratów (maksymalnej wielkości). Każdy płat ciasta smarujemy roztopionym masłem za pomocą pędzelka, po czym układamy nierówno jeden na drugim tworząc kształt mniej więcej gwiazdy (w ten sam sposób, w jaki układamy papierowe serwetki w serwetniku na stole). Formę o średnicy około 26 cm smarujemy masłem i układamy w niej posmarowane masłem płaty ciasta końcówki układając w jak najbardziej fantazyjne wzory. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 6-8 minut, do czasu, aż ciasto pięknie się zezłoci. Ciasto przykrywające dno formy wybrzuszy się podczas pieczenia, ale tym się nie martwimy :-) Ciasto studzimy, po czy wyjmujemy z formy. trzeba to robić delikatnie, bo łatwo się kruszy. KREM CZEKOLADOWY: Obie czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Najlepiej ułożyć je w metalowej misce nad garnkiem z gotującą się wodą. Dodajemy do całości wszystkie pozostałe składniki kremu oprócz śmietanki i dokładnie mieszamy do połączenia się składników. Zestawiamy z garna i pozostawiamy do lekkiego ostudzenia. Kremówkę ubijamy na sztywno. Gdy czekolada będzie już tylko lekko ciepła dodajemy do niej po łyżce ubitej śmietany i szybko miksujemy do połączenia się składników. Trzeba to robić po łyżce, bo gdybyśmy dodali od razu całość, czekolada za szybko się zetnie i nie połączy ze śmietaną. Gdy krem jest już gotowy wylewamy go na wcześniej przygotowane ciasto. Na środku ciasto dziurawimy trochę za pomocą noża, tak, aby powstała dziurka wielkości około 2-3 cm. Za jej pomocą krem równomiernie ułoży się na całym spodzie. Wierzch wyrównujemy łyżką. Tak przygotowany krem powinien chłodzić się w lodówce co najmniej kilka godzin, a najlepiej całą noc (ew. można włożyć go do zamrażarki na 30-45 minut) KREM MIĘTOWY: 2/3 mleka gotujemy. W pozostałej ilości rozpuszczamy proszek budyniowy i mieszamy z syropem miętowym. Jeżeli kupiliśmy budyń bez dodatku cukru, należy dodać jeszcze do mieszanki około 4 łyżki cukru. Mieszankę wylewamy na gotujące się mleko, zmniejszamy gaz i energicznie mieszamy, gdy nie będzie grudek, zwiększamy znowu gaz i gotujemy jeszcze chwilę, do czasu, aż budyń nam mocno zgęstnieje. Pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Wyjmujemy też masło z lodówki, aby osiągnęło temperaturę pokojową. Gdy budyń jest już zimny w misce dokładnie miksujemy masło w temperaturze pokojowej, aż będzie puszyste. Dodajemy do niego po 1 łyżce budyniu i miksujemy dokładnie za każdym razem do uzyskania jednolitej konsystencji. Gdy pod koniec miksowania okaże się, że wasz krem nie ma odpowiednio mocnego zielonego koloru (kolor syropu nie wystarczył), można dodać odrobinę zielonego barwnika spożywczego dla wzmocnienia efektu. Połowę tak przygotowanego kremu rozsmarowujemy na wierzchu wcześniej wyłożonego kremu czekoladowego. Resztę wyciskamy na wierzch za pomocą wyciskacza do czosnku lub specjalnej tylki (końcówki) do kremów. Całość dobrze schładzamy w lodówce. Schłodzoną łączkę dekorujemy jeszcze kwiatkami wykonanymi z masy cukrowej lub marcepanowej (u mnie cukrowa) i podajemy. SMACZNEGO.
sobota, 21 kwietnia 2012
Prosta zapiekanka z ryżem, zielonym groszkiem i żółtym serem
Dzisiaj wyjątkowo prosto i w miarę szybko (jeżeli nie liczyć oczekiwania na danie później). Przy tak pięknej pogodzie to aż grzech zbyt długo siedzieć w kuchni, zamiast na zewnątrz. Ta zapiekanka to zapiekanka jaką kiedyś jadłam w Niemczech gdy jeszcze jako dziecko pojechałam na wymianę szkolną. Wtedy wyjątkowo mi smakowała i później wielokrotnie powtarzałam ją potem w domu. Jej prostota jest wyjątkową zaletą. Czasem przecież wystarczy jeden składnik za dużo i smak już jakoś nie tworzy spójnej całości. Polecam właśnie w tak prostej formie.
Poziom trudności: łatwe Czas przygotowania: 20 minut + 50 minut pieczenie Składniki: 1 szklanka surowego ryżu 0,5kg mielonego mięsa 1 średniej wielkości cebula 1 puszka zielonego groszku 200g miękkiego żółtego sera 0,5 szklanki rosołu z kury lub innego wywaru mięsnego olej do smażenia sól, pieprz, gałka muszkatołowa do smaku Sposób przygotowania: Ryż gotujemy we wrzącej wodzie przez około 10 minut. Po tym czasie odcedzamy za pomocą durszlaka, przelewamy chłodną wodą i przekładamy do dużej miski. Cebulę smażymy na niewielkiej ilości oleju. Gdy się zeszkli, dodajemy mielone mięso (u mnie łopatka wieprzowa) i smażymy do czasu, aż mięso zmienni kolor. Pod koniec smażenia dodajemy całą puszkę groszku razem z zalewą. Dolewamy jeszcze wywar i dusimy przez dodatkowe kilka minut (max 5 minut) i doprawiamy do smaku (sól, pieprz, gałka). Zestawiamy z gazu i dodajemy do miski z ryżem. Całość dokładnie mieszamy (powinien być wyraźny nadmiar płynów, które w trakcie pieczenia zostaną wchłonięte przez ryż. Dla pewności próbujemy i jeszcze raz doprawiamy do smaku. Połowę mieszanki ryżowej przekładamy do żaroodpornego naczynia. Na ryż tarkujemy połowę żółtego sera na tarce o największych oczkach. Ser przykrywamy drugą warstwą ryżu i na wierzch wykładamy resztę sera. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni pod przykryciem przez około 40 minut. Po tym czasie zdejmujemy przykrycie i pieczemy jeszcze jakieś 10/15 minut, aż ser lekko się zezłoci. Podajemy od razu. SMACZNEGO.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Ekonomia gastronomia, nieudane peklowanie szynki i resztki z lodówki
"Ekonomia Gastronomia" to akcja, która ma na celu uświadomienie Polakom ile codziennie jedzenia niepotrzebnie marnujemy. Głównymi założeniami akcji jest pomoc przy odpowiednim planowaniu posiłków tak, aby jak najmniej jedzenia było wyrzucane. Aby ekonomiczniej podchodzić do artykułów spożywczych wystarczy przede wszystkim robić zakupy po uprzednim zaplanowaniu konkretnych posiłków na najbliższy okres. Z resztek jakie nam zostają można stworzyć nowe dania na kolejne dni. Więcej i bardziej szczegółowe podpowiedzi znajdziecie tutaj. Czy wiedzieliście, że w Polsce najczęściej wyrzucanym pożywieniem jest pieczywo? Dla mnie to dość szokujące dane, bo w dzieciństwie byłam uczona ogromnego szacunku do chleba. Nikomu nie przyszłoby do głowy wyrzucić choćby kromki, a co dopiero bochenka... Gdy chleb upadł na podłogę należało go pocałować i odłożyć na miejsce. Trochę też cała akcja kojarzy mi się z powrotem do starych przyzwyczajeń w tym zakresie. Moja teściowa do dzisiaj stosuje większość założeń akcji w życiu codziennym podobnie jak wiele osób z jej pokolenia. To my, a więc młodsze pokolenie powinniśmy się uczyć od nich i powrócić do starych tradycji. Jako blogerka kulinarna w akcję mogę się włączyć poprzez przepisy odpowiednio podpowiadające jak wykorzystać nadwyżkowe jedzenie takie jak uschnięte pieczywo, ugotowane wcześniej warzywa i mięso, czy nieudane potrawy. Szczerze powiedziawszy to trochę takich wskazówek już wcześniej przemyciłam, chociażby jak to, aby do zrobienia pasztetu, pierogów czy naleśników z mięsem używać mięsa, na którym wcześniej ugotowaliśmy wywar czy rosół. Podobnie można zrobić z warzywami z wywaru, można z nich zrobić sałatkę jarzynową, czy również dodać do mięsa na pasztet i zmielić je razem z nim. Z nieudanego biszkoptu można zrobić bajaderki, albo trufle czekoladowe. Każde czerstwe pieczywo można zetrzeć na tarce i zużyć do większości ciast jakie robimy. Zapiekanki, tarty czy quiche to idealny sposób na podarowanie drugiego życia wielu składnikom. Z pomarszczonych owoców można zrobić dżem, zmiksować na mus owocowy lub dodać do deserów. Każde nadwyżkowe jedzenie można tez po prostu zamrozić, aby mogło doczekać chwili, kiedy będzie potrzebne. Można tak zrobić w zasadzie ze wszystkim: z białkami, które zostały nam po pieczeniu ciasteczek, z resztkami pieczeni z obiadu, które potem użyjemy do bigosu czy jedną porcją zupy, która nie została zjedzona. W małym pudełeczku po jogurcie, w zamrażarce doczeka czasu, gdy większość domowników będzie poza domem, a nie będzie się opłacało gotować obiadu dla jednej osoby. Jest tyle możliwości. Dzisiaj zacznę od bardzo podstawowego i bardzo tradycyjnego przepisu. Zdecydowałam się akurat na niego z dwóch względów. Po pierwsze byłam w stanie wykorzystać za jego pomocą powtórnie trzy najczęściej wyrzucane w Polsce produkty, a więc pieczywo, ziemniaki i wędlinę. Po drugie na Wielkanoc udało mi się zaliczyć bardzo dużą wpadkę w wyniku której miałam 2kg zapeklowaną szynkę, która nie nadawała się do spożycia. Była przesolona i wręcz gorzka od zbyt dużej ilości piwa jakiej użyłam do zalewy. Nie zwiedźcie się więc prostotą poniższego przepisu, bo czasem to co jest najprostsze bywa najlepsze :-) a proponuję wam kapustę z mięsem i kopytka na kajzerce.
Poziom trudności: łatwe Czas przygotowania: ok. 60 minut Składniki: KAPUSTA ok. 0,5kg szynki peklowanej (może być przesolona, wędzona, pieczona czy dowolna inna wędlina, która niedługo traci swój termin przydatności do spożycia) 0,5 główki mniejszej kapusty 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego 2 średnie cebule 2-3 listki laurowe 2 ziarnka pieprzu i ziela angielskiego sól do smaku KOPYTKA: 1 ususzona kajzerka 1kg ugotowanych ziemniaków (mogą być pozostałe z dnia poprzedniego, zazwyczaj robi się je właśnie gdy mamy nadmiar ugotowanych ziemniaków) 1 jajko 0,5 szklanki mąki ziemniaczanej sól do smaku Sposób przygotowania: KAPUSTA Ja swoją szynkę przed użyciem do gotowania kapusty wygotowałam w wodzie, aby nie była już tak słona i straciła gorzkawy posmak. Następnie pokroiłam w kosteczkę. Kapustę kroimy i zalewamy wodą w garnku tak aby była ledwo przykryta. Gotujemy pod przykryciem na wolnymm ogniu przez około 40 minut, do czasu, aż zmięknie. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę. Podsmażamy an patelni do czasu, aż się zezłoci. Pod koniec smażenia dodajemy wędlinę i jeszcze chwilę smażymy. Całość dodajemy do gotującej się kapusty. Gotujemy razem przez około 5 minut, dodajemy przyprawy i koncentrat pomidorowy. Podajemy gorące z kuseczkami. KLUSKI: Kajzerkę ścieramy na najdrobniejszej tarce na proszek. Ziemniaki również ścieramy na tarce lub mielimy w maszynce do mięsa (można też ewentualnie dnia poprzedniego bezpośrednio po ugotowaniu dobrze zagnieść tłuczkiem). Tak przygotowane ziemniaki i kajzerkę zagniatamy razem z jajkiem i mąką ziemniaczaną na gładkie ciasto. Formujemy wałki i za pomocą noża tniemy na mniejsze poduszeczki. Wrzucamy na wrzącą, osoloną wodę i gotujemy około 2 minuty od czasu, kiedy wypłyną. Podajemy razem z kapustą. SMACZNEGO.
sobota, 14 kwietnia 2012
Zupa ogórkowa
Niby taki prosty przepis i niby nic nieskomplikowanego, ale jednak jest parę rzeczy, które wpływają na ostateczny smak tej tradycyjnej polskiej zupy. Mój sposób to śmiem twierdzić sposób w jaki tą zupę robi się na Podlasiu. Tak gotowała ją moja mama i tak ją gotuje moja teściowa, a obie pochodzą z Podlasia. jest to jeden z najbardziej pamiętnych smaków mojego dzieciństwa. Moja ulubiona zupa i do dzisiaj darzę ją sporym sentymentem. Za każdym razem jak mam możliwość zamówienia zupy ogórkowej to robię to bez wyjątku i prawie zawsze jestem potem rozczarowana. Raz tylko jedyny udało mi się podobny smak dostać w przydrożnej knajpce (swoją drogą też na Podlasiu ;-). Są dwie główne rzeczy jakie wpływają na jej smak - kiszone ogórki i odpowiedni wywar. Bez tego to już nie jest ta sama zupa. Ale po kolei...
Poziom trudności: średni Czas przygotowania: ok. 4h na wywar + 45 minut na samą zupę Składniki: ok. 2l dobrego, esencjonalnego wywaru najlepiej z kury - ugotowanego według tych: wskazówek 3-4 średiej wielkości ziemniaki (u mnie więcej, ale ja lubię naprawdę gęste zupy) ok. 2 marchewki z gotowania się wywaru seler z gotowania się wywaru 1-2 listki laurowe dużo świeżego lub mrożonego koperku (u mnie około 3 łyżki mrożonego) 100ml słodkiej śmietany kremówki 30% (można ew. zastąpić 150ml creme fraiche) 4-5 większych kiszonych ogórków (koniecznie domowych, kupne mają już zupełnie inny smak) sól i ew. pieprz do smaku Sposób przygotowania: Wywar gotujemy według podanych wskazówek: klik, klik. Ważne aby był esencjonalny i lżejszy, dlatego sugeruję gotować go na drobiu. Ciężki, wołowy bulion zmieniłby zupełnie smak. Podobnie zresztą dzieje się jeżeli dodamy do zupy przyprawę typu Vegeta czy Kucharek, nie jest to wtedy już zupa, o której piszę, więc zdecydowanie odradzam. Gdy wywar jest już gotowy, obieramy ziemniaki i kroimy je w kostkę. Wielkość kostek jest dowolna, zależy od naszego upodobania, u mnie dość duża. Ziemniaki zalewamy wywarem i gotujemy w nim do miękkości. Dodajemy ugotowaną marchewkę pokrojoną na mniejsze kawałki, podobnie seler pokrojony w bardzo drobną kosteczkę. W międzyczasie na tarce ścieramy ogórki. Ważne, aby były domowej produkcji, bo sklepowe mają dość charakterystyczny nieprzyjemny posmak, który przejdzie również do zupy. Jeżeli lubimy zupę bardziej kwaśną, możemy dodać odrobinę dodatkowej zalewy z ogórków, lub więcej samych ogórków. Ogórki przekładamy do rondelka, podlewamy odrobiną wody, aby je przykryć i dusimy pod przykryciem, na małym ogniu przez około 40 minut. Przez ten czas powinny nam zmięknąć. Przyznam się, że osobiście rzadko to robię i dodaję surowe ogórki bezpośrednio do zupy, bo nie przeszkadza mi, że ogórki są twardawe, ale niektórym może to przeszkadzać. Gdy ziemniaki są już miękkie, dodajemy listek laurowy i solimy do smaku. Dodajemy podgotowane lub surowe, potarkowane ogórki i gotujemy razem kilka minut. Na koniec zabielamy śmietaną, gotujemy jeszcze ze 2 minuty, ale nie doprowadzamy do wrzenia i na koniec dodajemy drobno posiekany koperek (u mnie im więcej, tym lepiej) i zestawiamy z ognia. Podajemy gorące. SMACZNEGO.
|