Menu

bloGotowanie z pasją

Wypróbowane przepisy kulinarne. Słodko, wytrawnie i zdecydowanie smacznie. Przepisy różne, od tych tradycyjnych po takie bardziej skomplikowane. Pomysły na ciasta, pieczywo, zupy i inne kulinarne inspiracje. Miejsce zarówno dla początkujących kucharzy jak i tych nieco bardziej zaawansowanych - może znajdziecie jakieś inspiracje :-

Ciasta drożdżowe

Babka czekoladowo - miętowa

gosiuwka

Jeżeli lubicie połączenie mięty z czekoladą, a do tego drożdżowe ciasta, to będziecie zachwyceni. Puszysta czekoladowa babka z miętowym lukrem. Do tego filiżanka dobrej kawy i czegóż można by chcieć więcej? No może więcej czasu na takie momenty ;-) Do ciasta dodałam sporo kakao, a lukier zrobiłam na bazie gotowego syropu miętowego, który kupiłam w sklepie - z tego co wiem, wiele firm ma takie w swojej ofercie, ale można też ewentualnie zrobić mocny napar z mięty i zredukować go, ale wtedy kolor lukru będzie inny, ale smak pewnie jeszcze lepszy :-)


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

120 minut

Składniki:

CIASTO:

50 g masła

25 g drożdży

1,25 szklanki mąki

4 łyżki kakao

1/3 szklanki cukru

1/2 szklanki mleka

2 żółtka

Cukier z prawdziwą wanilią

Szczypta soli

LUKIER:

50 ml syropu miętowego

pół szklanki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Mleko lekko podgrzałam, tak aby było ciepłe, ale nie gorące. Rozpuściłam w nim drożdże, dodałam 2 łyżki mąki i łyżkę cukru. Odstawiałam w ciepłe miejsce bez przeciągów na około 20 minut - do czasu, aż drożdże zaczęły rosnąć. Mąkę wymieszałam z resztą cukru, żółtkami, solą i zaczynem drożdżowym i wyrobiłam mikserem na jednolite ciasto.

Masło rozpuściłam w rondelku i przestudziłam. Dodałam do ciasta i dalej wyrabiałam, aż ciasto było gładkie, wszystkie składniki dokładnie się połączyły a konsystencja była jednolita. Do wyrabiania używałam spiralnych mieszadeł miksera.

Gotowe ciasto odłożyłam w misce przykrytej czystą ściereczką w ciepłe miejsce bez przeciągów do wyrośnięcia, do czasu aż podwoiło swoją objętość (najlepiej włożyć je do zamkniętego piekarnika nagrzanego do 50 stopni na około 45 minut).

Foremki na babki wysmarowałam masłem i obsypałam mąką.

Wyrośnięte ciasto przełożyłam do przygotowanych foremek do około połowy ich wysokości. Ponownie odłożyłam przykryte ściereczkami w ciepłe miejsce bez przeciągów do czasu, aż podwoiło swoją objętość.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez około 40 minut (do suchego patyczka). Wystudziłam.

LUKIER:

Składniki lukru po prostu połączyłam ze sobą i dokładnie wymieszałam. Tak przygotowanym słodkim płynem polałam swoje babki. Zostawiłam do zastygnięcia. SMACZNEGO.


Chałwowe racuchy

gosiuwka

Racuchy to taka nasza narodowa potrawa dzieciństwa. Chyba prawie każdy z nas wspomina je z sentymentem i kojarzy z mamą, babcią czy ciocią. Zazwyczaj podawane w ramach kolacji, podwieczorku, a czasem nawet słodkiego, piątkowego obiadu. Niektórzy jedli je po prostu z cukrem, inni ze śmietaną i cukrem, a inni jeszcze polane słodkim owocowym sosem. U mnie w domu zazwyczaj była wersja ze śmietaną i tak je zapamiętałam. Nie ma co ukrywać, jest to potrawa wyjątkowo kaloryczna, bo smaży się je na głębokim tłuszczu, a d tego potem jeszcze te słodkie dodatki, więc osoby na diecie proszone są o jak najszybsze wyszukanie innego przepisu :-) Ta wersja tych tradycyjnych placuszków jest wersją trochę zmienioną, bo do ciasta dodałam rozpuszczoną chałwę. Racuchy nabrały charakterystycznego posmaku. Podałam je z sosem z gorzkiej czekolady z odrobiną chilli, aby były bardziej wyraziste, ale wy możecie oczywiście popracować nad własnymi dodatkami.


Poziom trudności:

średnie

Czas przygotowania:

ok. 60 minut + wyrastanie drożdży 60 minut

Składniki:

500 g mąki pszennej tortowej

50 g świeżych drożdży

300 ml mleka

2 łyżki cukru

olej do smażenia

1 jajko

szczypta soli

Sposób przygotowania:

300 ml mleka lekko podgrzałam. W gorącym rozpuściłam chałwę, a jak trochę ostygło dodałam drożdże, 2 łyżki mąki i cukier, po czym dokładnie wymieszałam, aby składniki się rozpuściły. Mieszankę odstawiłam w ciepłe miejsce bez przeciągów na około 15 minut, do czasu, aż drożdże zaczęły rosnąc. Zazwyczaj używam w tym celu piekarnika nagrzanego do 50 stopni bez termoobiegu.

Wyrośnięte drożdże, jajko, mąkę i szczyptę soli wymieszałam razem. i dokładnie wyrobiłam na gładkie ciasto mikserem ze spiralnymi końcówkami. Ciasto miało nieco płynną konsystencję, aby przy smażeniu tworzyło równe kształty. Wyrobione ciasto odstawiłam ponownie do nagrzanego piekarnika aby nieco popracowało.

Na patelni rozgrzałam olej (czasem mieszam go ze smalcem). Na gorący wykładałam ciasto po około czubatej łyżce i smażyłam na średnim ogniu z każdej stron aż placuszki ładnie sie obrumieniły. Z patelni zdejmowałam prosto do miski wyłożonej ręcznikiem papierowym, aby usunąć nadmiar tłuszczu. Podawałam od razu, póki gorące. SMACZNEGO.


Drożdżowa babka z czekoladowym ślimakiem

gosiuwka

Do Wielkanocy został już tylko tydzień, więc czas zacząć przygotowania. Białą kiełbasę już zrobiłam i zamroziłam. Szynka leżakuje sobie w solance, a schab suszy w pończosze. Mogę zając się próbnymi wypiekami. Babka drożdżowa jest u nas wypiekiem obowiązkowym. Nie chciałam jednak znowu robić podobnej, jak każdego roku. Problem w tym, że moja rodzina uwielbia taką zwykłą bez udziwnień. Postanowiłam więc tym razem nie zmieniać za bardzo smaku, a popracować nad wyglądem. Pracowałam na bazie najlepszego przepisu na babkę jaki znam, a więc na mące zaparzanej i na pięciu żółtkach utartych na pyszny kogel mogel. Puszysta, rozpływająca się w ustach. Do smaku dodałam skórki pomarańczowej. Aby było bardziej wykwintnie do połowy ciasta dodałam kakao i zwinęłam razem tak, aby w środku powstał kształt czekoladowego ślimaka.


Poziom trudności:

Dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

180 minut

Składniki:

2 i 3/4 szklanki mąki pszennej 550

5 żółtek

100 g masła

3/4 szklanki cukru

skórka otarta z jednej pomarańczy

1 szklanka mleka + 2 łyżki

40 g drożdży

2 łyżki kakao

pół szklanki rodzynek

ew. polewa czekoladowa (np. z tego przepisu: klik, klik) i prażone migdały do dekoracji (siekane migdały smażymy na patelni bez tłuszczu ciągle mieszając, aż lekko się zezłocą)

Sposób przygotowania:

Mleko podgrzewamy aż będzie wyraźnie ciepłe, ale nie gorące. Dwie łyżki odlewamy i rozpuszczamy w nich drożdże, dodajemy 2 łyżeczki cukru i łyżkę mąki i dokładnie mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce do czasu, aż drożdże ruszą.

Resztę mleka zagotowujmy. Gorącym zalewamy szklankę mąki i dokładnie mieszamy. Zostawiamy do ostygnięcia.

Rodzynki zalewamy gorącą wodą i pozostawiamy do nasiąknięcia.

Żółtka ucieramy z cukrem na gładką i puszystą masę. Cukier po utarciu nie powinien być wyczuwalny między palcami. 

Masło rozpuszczamy w rondelku i studzimy.

Do żółtek dodajemy zaczyn, 1,5 szklanki mąki, skórkę pomarańczową i sparzoną mąkę z mlekiem. Całość wyrabiamy dokładnie mikserem, aż składniki się połączą.  Na koniec dodajemy ostudzone masło i ponownie wyrabiamy. Ciasto dzielimy na pół. Do pierwszej połowy dodajemy resztę mąki i odsączone rodzynki, do drugiej kakao i obie jeszcze chwilę wyrabiamy.

Ciasto przykrywamy w misce bawełnianą ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce bez przeciągów do wyrośnięcia. Gdy podwoi swoją objętość wykładamy białe ciasto na stolnicę podsypaną mąką i wałkujemy na w miarę cienki prostokąt. Podobnie robimy z kakaowym ciastem. Ciemny placek układamy na jasnym i rolujemy razem jak roladę.

Formę na babkę smarujemy masłem i wysypujemy mąką pszenną. Układamy w niej naszą roladę tak, aby wypełniła całe dno naszej formy (powinna sięgać tylko do 1/3 wysokości, ew. ciut wyżej, ale nie przejmujcie się - jeszcze wyrośnie).

Ciasto odstawiamy ponownie w ciepłe miejsce bez przeciągów do wyrośnięcia - powinno urosną mniej więcej 2,5 raza.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Pieczemy przez około 40 minut, po czym wyjmujemy i studzimy.

Lekko przestudzoną babkę dekorujemy polewą czekoladową i posypujemy uprażonymi migdałami. Podajemy jak ostygnie do temperatury pokojowej. Można podawać do kawy, z mlekiem czy z odrobiną konfitury. Jak kto lubi. SMACZNEGO.

 

Cebularze lubelskie

gosiuwka

Pewnie już nie raz mieliście okazję próbować tych bułeczek. Idealnie sprawdzają się jako szybki posiłek w ciągu dnia i w przeciwieństwie do wielu bułeczek z dodatkami w piekarniach, te nie ociekają od cukru. Pyszne, pachnące cebulą z niedużą ilością maku. Oryginalne wypieki pochodzą podobno już z XIX wieku z kuchni żydowskiej. Wymyślone i rozpowszechniane w Lublinie podobno szybko rozprzestrzeniły się na całą Lubelszczyznę, stąd też nazwa. Przepisów na nie jest naprawdę dużo. Najważniejsze, aby gotową bułeczkę nadziać duszoną, słodką cebulą z dodatkiem maku. Swoje bułeczki upiekłam w ramach wypiekania na śniadanie tym razem poprowadzonego przez Pawła z bloga chleby.info


Poziom trudności:

średnie

Czas przygotowania:

120 minut

Składniki:

CIASTO:

500 g mąki pszennej (u mnie zwykła szymanowska)

40 g świeżych drożdży

60 g masła

1 łyżeczka cukru

1 jajko

2 płaskie łyżeczki soli

1 szklanka mleka

FARSZ:

5 sporych cebul

smalec do smażenia

3 łyżki maku

sól do smaku

PONADTO:

jajko roztrzepane z łyżką mleka do posmarowania bułeczek

Sposób przygotowania:

CIASTO:

Mąkę przesiewamy na sicie o drobnych oczkach.

Mleko lekko podgrzewamy, aby było wyraźnie ciepłe, ale nie gorące. Rozpuszczamy w nim drożdże, dodajemy cukier i 2 łyżki mąki. Dokładnie mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce bez przeciągów, aby zaczyn ruszył.

Masło rozpuszczamy w rondelku i odstawiamy do ostygnięcia.

Gdy drożdże zaczną pracować mieszamy je z mąką, solą i jajkiem w temperaturze pokojowej. Jeżeli zapomnieliście przed przygotowaniem ciasta wyjąć jajko z lodówki, aby się ociepliło, wystarczy włożyć je do ciepłej wody na kilka minut.

Całość wyrabiamy mikserem lub robotem do osiągnięcia jednolitej konsystencji. Na koniec dodajemy ostudzone, ale jeszcze wyraźnie ciepłe masło i dalej wyrabiamy - dość długo. Ciasto powinno wyraźnie odstawać od ręki, być elastyczne i gładkie.

Wyrobione ciasto odstawiamy przykryte bawełnianą ściereczką w ciepłe miejsce bez przeciągów do czasu, aż podwoi swoją objętość.

FARSZ:

Gdy ciasto już nam wyrasta nadchodzi czas na przygotowanie farszu.

Cebulę myjemy, obieramy i kroimy w niezbyt drobną kostkę.

Na patelni rozgrzewamy odrobinę smalcu i wrzucamy na niego cebulę. Dodajemy mak. Dusimy pod przykryciem na najmniejszym gazie do czasu, aż cebula całkowicie zmięknie - około 30, 40 minut - zależy od tego jak duży mamy gaz. Ważne, aby jej nie przypalić. Gotowy farsz solimy do smaku i studzimy.

CAŁOŚĆ:

Wyrośnięte ciasto dzielimy na kilkanaście kawałków. Każdy formujemy na kształt płaskiej bułeczki. Po środku każdej robimy wgłębienie, ja to robiłam dużą łyżką, i układamy część farszu. Tak przygotowane bułeczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Każda bułeczka powinna być w pewnej odległości do kolejnej, bo jeszcze wyrosną. Ciasto pozostawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów do czasu, aż podwoi swoją objętość.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

Przed włożeniem do piekarnika krawędzie bułeczek, na których nie ma farszu smarujemy jeszcze jajkiem roztrzepanym z mlekiem, aby pięknie się błyszczały.

Pieczemy przez około 25 minut lub do czasu, aż bułeczki się zarumienią. Schładzamy na kratce. SMACZNEGO.

We wspólnym wypiekaniu razem ze mną udział brali:

Justyna z bloga Gotowanie i pieczenie - love it.

Agnieszka z bloga Aga w kuchni

Paweł z bloga Pieczenie chleba i inne przepisy

Ewelina z bloga Stylowa kuchnia

Patryk z bloga Cook

Bożena z bloga Moje domowe kucharzenie

Nina z bloga Gotuj sam

Bernadeta z bloga Mój kulinarny pamiętnik

Paulina z bloga Smaczne przepisy

Dorota z bloga Moje małe czarowanie

Katarzyna z bloga Ulubione przepisy

Marzena z bloga Kulinarne szaleństwa Maniusi

Najlepsze pączki na tłusty czwartek

gosiuwka

Wczoraj już nie zdążyłam, ale pewnie nawet jeżeli bym wieczorem wrzuciła przepis, to nikt by już pączków z niego zrobić nie zdążył. Wolałam natomiast tym razem mocno skupić się na wyczerpującym wpisie ze wszystkimi możliwymi radami dotyczącymi smażenia. Pączki z tego przepisu są puszyste, delikatne ciasto prawie rozpływa się w ustach i długo zachowują świeżość. Smażyłam je wieczorem i od razu połowa zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak wróciłam na następny dzień do domu z pracy to nie ostał się ani jeden, a z przepisu wychodzi ich mniej więcej 25 sztuk :-) Dobre pączki są robione na dużej ilości białek i o ile nie macie natychmiastowego pomysłu na ich wykorzystanie, polecam mrożenie w foliowych woreczkach, opisane ilością. Po rozmrożeniu będą dalej miały wszystkie swoje właściwości. Można je ubijać, gotować, smażyć.


Poziom trudności:

dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

około 3 godziny

Składniki:

0,5 kg mąki pszennej co najmniej typ 500, a nawet wyższe

50 g drożdży świeżych

1 szklanka mleka

7 żółtek

1/3 kostki masła

1 łyżeczka esencji z prawdziwej wanilii

skórka otarta z jednej pomarańczy

1/3 szklanki cukru

25 ml spityrusu

tłuszcz do smażenia*

cukier puder - około 2/3 szklanki

sok z połowy cytryny

ulubiona konfitura do nadziewania **

ew. kandyzowana skórka pomarańczowa lub siekane orzechy do posypania pączków

* u mnie tylko i wyłącznie smalec z kilku powodów: ma wyższą temperaturę dymienia i najlepiej nadaje się do smażenia w głębokim tłuszczu, smak pączków jest niepowtarzalny właśnie ze względu na ten dodatek, natomiast oczywiście można użyć również oleju rzepakowego, albo mieszanki oleju ze smalcem

** u mnie płatki róży z tego przepisu  posiekane drobno i wymieszanie z przecierem jabłkowym

Sposób przygotowania:

Mleko podgrzewamy lekko w rondelku. Powinno być mocno ciepłe, ale nie gorące - takie, abyśmy się nie poparzyli sprawdzając temperaturę palcem.

Mąkę przesiewamy przez sito.

W mleku rozpuszczamy drożdże dokładnie mieszając. Dodajemy łyżkę mąki i łyżeczkę cukru, dokładnie mieszamy razem. Odstawiamy w ciepłe miejsce bez przeciągów do czasu aż drożdże ruszą (zwiększą wyraźnie swoją objętość). Najlepiej w tym celu sprawdza się piekarnik nastawiony na około 50 stopni bez termoobiegu.

W rondelku, na małym ogniu rozpuszczamy dokładnie masło uważając, żeby się nie przypaliło. Studzimy.

W tym samym czasie żółtka ucieramy razem z cukrem na gładki kogel mogel - dość długo aby w całości nie były wyczuwalne drobinki cukru, a masa była gładka i puszysta.

Do żółtek dodajemy resztę przesianej mąki, spirytus, zaczyn drożdżowy, skórkę pomarańczy i ekstrakt waniliowy. Całość dokładnie wyrabiamy mikserem lub robotem z końcówką typu hak. Wyrabiamy dość długo - 5-10 minut, po czym dodajemy przestudzone masło i wyrabiamy jeszcze kolejne 5 - 10 minut. Składniki powinny ładnie się połączyć, a ciasto być gładkie i puszyste. Ciasto będzie dość lepkie, raczej nie będzie możliwości wyrabiać go ręcznie. Nie dosypujcie jednak mąki, bo dzięki małej ilości mąki lepiej wyrośnie i będzie bardziej delikatne. Gotowe odstawiamy do wyrośnięcia, a naczynie z ciastem przykrywamy bawełnianą ściereczką, żeby nie wysychało. Aby drożdże zaczęły pracować najlepiej, aby wyrastało w ciepłym miejscu bez przeciągów, a więc znowu dobrym schowkiem będzie dla nich lekko podgrzany piekarnik (do max. 50 stopni). Jak nie macie takiej możliwości, można postawić miskę z ciastem na garnku, w którym kilkanaście minut wcześniej coś się gotowało, na wyłączonej kilka minut wcześniej płycie elektrycznej, kaloryferze albo po prostu w zamkniętej szafce kuchennej jeżeli ciągle ktoś otwiera wam drzwi i powoduje przeciągi. 

Ciasto powinno wyrastać do czasu, aż co najmniej podwoi swoją objętość, a przy tej ilości drożdży nawet więcej niż podwoi. Ciasto odpowietrzamy czyli albo mieszamy łyżką, albo dociskamy tylko do dna i formujemy pączki. Jako, że jest lepkie ja nabieram je łyżką i kładę na podsypany mąką blat, zbieram delikatnie razem w kształt kulki i  podsypuję delikatnie z każdej strony mąką, aby nie kleiło się do naczynia. Mąki nie może jednak być za dużo, bo jak będzie się obsypywała z pączków do tłuszczu, to ten się będzie łatwo przypalał, ma być jej tylko tyle, aby n zewnątrz pączek nie był klejący. Układam każdy pączek na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, można też po prostu na talerzach, tackach itd, ważne, żeby była to powierzchnia gładka. Pączki powinny znowu chwilę wyrosnąć - znowu można je umieścić w piekarniku. Jak już uformujemy ostatniego pączka te pierwszy powinien być gotowy do smażenia :-)

W szerokim rondlu lub bardzo głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz do około 180 stopni. Jeżeli nie macie odpowiedniego termometru aby to sprawdzić, można do tłuszczu wrzucić kawałek obranego ziemniaka, jak zacznie się złocić, znaczy, że tłuszcz jest już rozgrzany. Pączki wrzucamy na tłuszcz tą stroną, która była u góry w trakcie wyrastania. Dzięki temu dolna w trakcie smażenia zdąży jeszcze trochę dorosnąć w gorącej temperaturze. Może się też zdarzyć, że pączek od spodu przykleił się do naczynia, ale nie martwcie się tym, zdejmijcie go tak delikatnie jak potraficie i po wrzuceniu na tłuszcz drugą stroną, ta opadnięta jeszcze wyrośnie :-)

Pączki smażymy na średnim ogniu, nie powinien być ani najmniejszy, ani duży, bo albo pączki nałykają się zbyt dużej ilości tłuszczu, albo nie dopieką w środku. Smażymy każdy na złoty kolor najpierw z jednej strony, potem z drugiej. Biały pasek na środku to dowód na to, że drożdże dobrze pracują nawet ciągle w trakcie smażenia.

Usmażone pączki wykładamy do miski wyłożonej ręcznikiem papierowym aby usunąć z nich nadmiar tłuszczu.

Usmażonym pączkom dajemy chwilę odpocząć, po czym nadziewamy je ulubioną konfiturą za pomocą szprycy. Szpryca to odpowiednia końcówka, która często jest sprzedawana w komplecie do dekoracji ciast - długa końcówka o szerokim otworze. Jeżeli macie w domu też maszynkę do ciastek, to i ona powinna mieć taką końcówkę w komplecie.

Póki pączki są jeszcze lekko ciepłe lukrujemy je, dzięki temperaturze lukier ładnie się na nich rozprowadzi. Lukier przygotowujemy z cukru pudru wymieszanego z sokiem z cytryny. Powinien mieć gęstość mniej więcej płynnej śmietanki kremówki.

Jeżeli pączki chcemy jeszcze dodatkowo czymś oprószyć np. skórką pomarańczową lub orzechami, to robimy to natychmiast po polukrowaniu. Jeżeli odczekamy zbyt długo, to lukier zdąży wyschnąć, a dodatki nie przykleją się już do pączka.

Jeżeli zamiast lukrowanych pączków wolicie takie z cukrem pudrem, to przed posypaniem pączki muszą zupełnie wystygnąć, inaczej cukier się zbryli i nie będzie ładnie wyglądał. 

Gotowe pączki są najsmaczniejsze chwilę po przygotowaniu, ale oczywiście mają też mnóstwo kalorii, więc lepiej nie przesadzić z ilością. SMACZNEGO.


© bloGotowanie z pasją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci