Menu

bloGotowanie z pasją

Wypróbowane przepisy kulinarne. Słodko, wytrawnie i zdecydowanie smacznie. Przepisy różne, od tych tradycyjnych po takie bardziej skomplikowane. Pomysły na ciasta, pieczywo, zupy i inne kulinarne inspiracje. Miejsce zarówno dla początkujących kucharzy jak i tych nieco bardziej zaawansowanych - może znajdziecie jakieś inspiracje :-

Ciasta z kremem

Torcik bezowy z cytrynowym kremem

gosiuwka

Ostatnio bardzo liczę kalorie (w końcu szybkimi krokami zbliża się lato), ale w niektóre dni, kiedy uda mi się poćwiczyć więcej niż zwykle, jednak troszeczkę grzeszę. Aby było warto, to i grzech powinien mieć niebiański smak :-) Już taki mam gust, że aby coś było niebiańskie to nawet jeżeli jest niemiłosiernie słodkie, musi być skontrastowane czymś niemiłosiernie kwaśnym. Tak właśnie skomponowałam tez ten deser. Baaardzo słodka beza w zestawieniu z baaardzo kwaśnym kremem, w efekcie otrzymałam baaardzo pyszny torcik godny grzechu. Nawet moja, nieciastowa córka pozwoliła się namówić, po czym poprosiła o dokładkę. 


Poziom trudności:

dla zaawansowanych

Składniki:

BEZA:

4 kurzych białek

250 g cukru

1 łyżeczka octu

1 łyżka mąki ziemniaczanej

KREM:

2 łyżeczki żelatyny

300 g słodkiej śmietanki kremówki 30%

2 cytryny

kilka łyżek cukru pudru do smaku

Sposób przygotowania:

BEZA:

Białka ubiłam na sztywno, pod koniec miksowania dodając powoli cukier. Ubijałam dalej do czasu, aż piana była idealnie biała i szklista. Na koniec dodałam jeszcze ocet i mąkę ziemniaczaną i wymieszałam razem. Tak przygotowaną pianę podzieliłam na dwie części i z każdej uformowałam blat na papierze do pieczenia - oba powinny być o tej samej średnicy.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 140 stopni z termoobiegiem przez około 60 minut. Jeżeli wolicie aby wasze blaty były białe a nie lekko brązowe, należy zmniejszyć temperaturę i ewentualnie wydłużyć czas pieczenia. Gotowe blaty wystudziłam i zdjęłam z papieru do pieczenia.

KREM CYTRYNOWY:

Cytryny dokładnie umyłam i sparzyłam wrzącą wodą. Z dwóch cytryn otarłam tarką żółtą część skórki. Ze wszystkich cytryn wycisnęłam sok. Usunęłam pestki, po czym sok z otartą skórką gotowałam razem do czasu, aż wyparowała 2/3 objętości, po tym czasie syrop zestawiłam z gazu i jeszcze w gorącym rozpuściłam dokładnie żelatynę.

Śmietankę ubiłam na sztywno. Dodałam do niej jeszcze ciepły (nie gorący) sok z żelatyną i dokładnie zmiksowałam. Posłodziłam jeszcze cukrem pudrem - ilość wedle uznania, ale zostawcie koniecznie jeszcze wyraźnie kwaśny smak.

CAŁOŚĆ:

Blaty bezowe przełożyłam już lekko tężejącym kremem i włożyłam jeszcze na godzinę do lodówki, aby dobrze się schłodził. SMACZNEGO.


Stefanka czyli Miodownik zwany ciastem słowackim

gosiuwka

Właśnie wygrzebałam zdjęcia, o których zapomniałam. Stefanka to ciasto, które kojarzy mi się raczej ze świętami Bożego Narodzenia niż Wielkanocą, ale pewnie i teraz miałabym na nie ochotę :-) Miodownik ma tę zaletę, że można go zrobić kilka dni przed spożyciem, bo z biegiem czasu nabiera smaku, staje się bardziej wilgotne i delikatne. Jest idealny właśnie w okresie świąt, bo można go zrobić kilka dni zanim zacznie się huragan w kuchni i nie będzie czasu na nic. Jako, że jestem szczęśliwą posiadaczką całego drzewa, które co jakiś czas nagradza mnie sporymi zapasami orzechów włoskich, więc często szukam sposobów na ich wykorzystanie, Stefanka to oczywiście jeden z nich. 

Poziom trudności:

dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

ok 180 minut

Składniki:

CIASTO MIODOWE:

4 szklanki mąki

1 łyżeczka sody

250 g masła

pół szklanki płynnego miodu

3 żółtka

MASA Z KASZY MANNY:

1 litr mleka

10-12 łyżek kaszy manny

1 laska wanilii

pół szklanki cukru

POLEWA CZEKOLADOWA:

2 łyżki rumu

100 g czekolady (najlepiej gorzkiej)

1/3 szklanki mleka

PONADTO:

orzechy włoskie - ilość wedle uznania

Sposób przygotowania:

CIASTO MIODOWE:

Z podanych składników zagniotłam gładkie ciasto - robiłam to dość szybko, aby nie rozpuścić za bardzo od ciepła rąk masła. Gotowe podzieliłam na pięć równych części z czego cztery włożyłam do lodówki, aby leżały w chłodzie. Jedną z części rozwałkowałam na prostokątny blat na stolnicy podsypanej mąką. Przełożyłam do prostokątnej formy wyłożonej papierem do pieczenia i wyrównałam tak, aby cały blat miał regularny kształt nadany mu przez foremkę. Włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam przez około 15 minut. Po upieczeniu wystudziłam, a do piekarnika włożyłam kolejny blat rozwałkowany w ten sam sposób jak poprzedni i upiekłam w tej samej formie, aby wszystkie blaty miały ten sam wymiar i kształt. W ten sposób udało mi się upiec w sumie 5 idealnych blatów.

MASA Z KASZY MANNY:

Mleko wstawiłam na gaz wymieszane z cukrem i z przekrojoną na pół laską wanilii (wcześniej wygrzebałam z niej ziarenka, aby połączyły się z mlekiem). Gotowałam razem dosłownie chwilkę, po czym wyjęłam laskę wanilii (ziarenka zostały w mleku). Zmniejszyłam maksymalnie gaz i cały czas mieszając mleko trzepaczką powoli wsypywałam kaszę. Użyłam kaszy instant, a więc takiej, która w zasadzie chwilkę po gotowaniu w mleku jest gotowa do użycia, więc jak tylko zgęstniała zdjęłam ją z gazu. w przypadku kaszy naturalnej będziecie musieli pogotować ją dłużej, bardzo często mieszając, aby się nie przypaliła. Zdejmijcie ją z gazu dopiero jak mocno zgęstnieje. Gotową kaszę dokładnie wystudziłam. Gdy miała już temperaturę co najmniej pokojową, w mikserze zmiksowałam masło na puch (powinno mieć temperaturę pokojową, nie powinno być prosto z lodówki). Do masła dodawałam po łyżce ugotowanej kaszy cały czas miksując, do czasu, aż dodałam całą mannę. Tak przygotowanym kremem przekładałam wcześniej upieczone blaty ciasta miodowego.

POLEWA CZEKOLADOWA:

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej, a więc ustawiłam w metalowej miseczce na garnku z gotującą się wodą, tak aby para od wody podgrzewała miskę i rozpuściła czekoladę, która w niej jest. Do rozpuszczonej czekolady dodałam mleko i mieszałam do czasu, aż składniki się połączą. Miskę zdjęłam z garnka i do gorącej polewy dodałam jeszcze rum i dokładnie połączyłam ze resztą składników. Tak przygotowaną polewę rozprowadziłam po wierzchu ciasta. Póki była jeszcze płynna, poukładałam na niej jeszcze orzechy włoskie, aby dopełnić całości. Ciasto włożyłam do lodówki, aby się dobrze schłodziło. Podawałam dopiero po około 2-3 dniach. SMACZNEGO.

Najlepszy tort cytrynowo - czekoladowy

gosiuwka

Ci którzy mnie znają wiedzą, że lubię kontrasty smakowe. Nie lubię natomiast zbyt słodkich deserów. Połączenie kwasowości cytryny ze słodyczą czekolady jest dla mnie połączeniem niemal doskonałym. Masa cytrynowa musi być baaardzo kwaśna, bo potem w połączeniu z mocną słodyczą czekolady będzie się świetnie komponowała.Właśnie dlatego do jej zrobienia użyłam aż czterech cytryn niewiele ją słodząc, aby nie zabić zbytnio kwasowości. Do drugiej masy zużyłam niemal pół kilograma gorzkiej czekolady, co nadało jej głęboki, mocno czekoladowy smak. Powiem wam w tajemnicy, że ten duet powtórzyłam już co najmniej trzy razy, więc mogę go zdecydowanie polecić.


Poziom trudności:

dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

90 minut + schładzanie + około 20 minut zdobienie

Składniki:

NASĄCZENIE:

ok. 1,5 szklanki wody

1 cytryna

2-3 łyżeczki cukru

MASA CYTRYNOWA:

500 g słodkiej śmietanki kremówki 30%

4 cytryny

kilka łyżek cukru pudru do smaku

3 łyżeczki żelatyny

MASA CZEKOLADOWA:

500 g słodkiej śmietanki kremówki 30%

400 g gorzkiej czekolady

50 ml spirytusu

PONADTO:

Jasny biszkopt z ośmiu jajek - z tego przepisu: klik, klik

200 g słodkiej śmietanki kremówki

1 łyżeczka żelatyny

1-2 łyżki czekolady w proszku

płatki czekoladowe do zdobienia boków

Sposób przygotowania:

Przestudzony biszkopt kroimy na trzy równe płaty.

NASĄCZENIE:

Cytrynę dokładnie umyłam i sparzyłam wodą. Dwa plastry ze skórką zalałam wrzącą wodą, do której wycisnęłam sok z reszty cytryny. Posłodziłam cukrem do smaku, po czym wystudziłam. Do zimnej lemoniady dodałam spirytus.

MASA CYTRYNOWA:

Cytryny dokładnie umyłam i sparzyłam wrzącą wodą. Z dwóch cytryn otarłam tarką żółtą część skórki. Ze wszystkich cytryn wycisnęłam sok. Usunęłam pestki, po czym sok z otartą skórką gotowałam razem do czasu, aż wyparowała 2/3 objętości, po tym czasie syrop zestawiłam z gazu i w jeszcze gorącym rozpuściłam dokładnie żelatynę.

Śmietankę ubiłam na sztywno. Dodałam do niej jeszcze ciepły (nie gorący) sok z żelatyną i dokładnie zmiksowałam. Posłodziłam jeszcze cukrem pudrem - ilość wedle uznania, ale zostawcie koniecznie jeszcze wyraźnie kwaśny smak.

MASA CZEKOLADOWA:

Śmietankę ubiłam na sztywno. 

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej. Ustawiłam w metalowej misce na garnku z gotującą się wodą i mieszałam do czasu, aż się rozpuści, uważając też, aby do czekolady nie dostała się nawet kropla wody. Rozpuszczoną czekoladę wystudziłam lekko i jeszcze ciepłą dodałam do ubitej śmietany i szybko zmiksowałam razem.

CAŁOŚĆ:

Pierwszy blat biszkoptowy ułożyłam na talerzu, założyłam na niego specjalną obręcz do formowania tortów (można użyć też tej od tortownicy, w której piekł się tort). Nasączyłam wcześniej przygotowanym roztworem cytrynowym - nie wolno przesadzić, aby potem nie ciekło. Na wierzch ułożyłam pierwszą masę i przykryłam drugim blatem. Całość lekko docisnęłam do siebie, aby masa równo się rozprowadziła. Wierzchni blat nasączyłam (tym razem można już nieco bardziej szczodrze) i pokryłam drugą masą, po czym znowu przykryłam ostatnim blatem. Ponownie lekko docisnęłam, aby wszystko ładnie się ułożyło. Cały tort włożyłam do lodówki na co najmniej kilka godzin, aby masy zdążyły się ściąć.

Śmietankę do zdobienia ubiłam na sztywno. Żelatynę rozpuściłam w odrobinie gorącej wody i jeszcze ciepłą dodałam razem z cukrem pudrem do ubitej śmietany i zmiksowałam. Tak przygotowaną śmietaną pokryłam wierzch i boki tortu. Boki obsypałam płatkami czekoladowymi, a wierzch posypałam czekolada w proszku. Pozostałą śmietaną udekorowałam jeszcze wierzch używając rękawa cukierniczego. Jeszcze na chwilę wstawiłam do lodówki, aby całość ponownie dobrze się schłodziła. Podawałam zawsze prosto z lodówki. SMACZNEGO.


Karpatka czekoladowa z kremem na bazie kaszy jaglanej

gosiuwka

Kasza jaglana ostatnio święci swoje tryumfy i powoli wraca do łask Polaków. Nawet jakiś czas temu organizowałam wśród blogerów akcję z przyrządzaniem słodkości na jej podstawie. Okazało się wtedy, że jest tyle świetnych pomysłów na ciasta z jej udziałem, a nie tylko wytrwane potrawy. Nie powinniście mieć najmniejszych trudności ze znalezieniem jej w sklepach spożywczych. Kolejna kasza, która nie zawiera glutenu, więc można ją podawać nawet osobom z nietolerancją. Jest bogatym źródłem białka, węglowodanów i błonnika. Podawana na sypko ma piękny, złoty odcień i cudownie smakuje z gęstym mięsnym sosem. Tym razem proponuję ją w wersji na słodko, jako bazę do kremu czekoladowego, a więc będziemy ją gotować do rozklejenia, w większej ilości wody, w proporcjach 1:2.5-3. Przepis powstał we współpracy w ramach kampanii Lubię Kaszę sfinansowanej ze środków Funduszu Promocji Ziarna Zbóż i Przetworów Zbożowych, dzięki której kasze powoli wracają na polskie stoły.


Poziom trudności:

Dla zaawansowanych

Czas przygotowania:

Ok. 120 minut + schładzanie

Składniki:

CIASTO:

1 szklanka mąki

0,5 szklanki oleju

1 szklanka mleka

5 jajek

szczypta soli

KREM:

1 szklanka kaszy jaglanej

1 szklanka mleka

300 g gorzkiej czekolady

300 g słodkiej śmietanki kremówki

200 g masła

Cukier puder do smaku – u mnie 2/3 szklanki

1 laska wanilii

Sposób przygotowania:

CIASTO:

Mleko zagotowujemy razem z olejem. Gdy zacznie wrzeć, zmniejszamy gaz i dosypujemy mąkę. Szybko i energicznie mieszamy, aby nie powstały grudki. Mąka musi zdążyć się zaparzyć i stworzyć jednolitą masę, odstającą od garnka. Ciasto odkładamy do ostudzenia. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

Wystudzone ciasto (może być jeszcze lekko ciepłe) miksujemy dodając kolejno po jednym jajku, do uzyskania jednolitej konsystencji.

Foremkę prostokątną o wymiarach mniej więcej 28x23cm (jeżeli mamy dwie identyczne, to przygotowujemy je jednocześnie) smarujemy masłem i wysypujemy odrobiną mąki.

Wcześniej przygotowane ciasto dzielimy na dwie porcje i jedną przekładamy do blaszki. Delikatnie rozprowadzamy równomiernie łyżką po całym dnie i na koniec robimy widelcem fale wzdłuż blaszki

Tak przygotowane ciasto wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy do czasu, aż się pięknie zezłoci (ja piekłam z termo obiegiem przez około 20 minut).

Jeżeli mamy tylko jedną blaszkę, czekamy chwilę, aż ciasto nieco się ostudzi, wyjmujemy, myjemy blaszkę, jeszcze raz smarujemy i wysypujemy mąką, po czym wykładamy ciasto i pieczemy drugi blat. Oba blaty dokładnie studzimy (nie powinny być ciepłe przy nakładaniu kremu).

KREM:

Kaszę płukałam dokładnie w zimnej wodzie do czasu, aż woda podczas płukania nie zmieniała barwy, pod koniec kaszę przelałam jeszcze wrzątkiem, dzięki czemu usunęłam z niej goryczkę. W rondelku zagotowałam 2 szklanki wody i gotowałam w niej kaszę przez około 15 minut, po czym dodałam jeszcze mleko i gotowałam kolejne 10 minut, do miękkości. Kaszę mieszałam, aby nie przywierała do dna, bo nie zależało mi na ty, aby była sypka. Gotową ostudziłam i zmieliłam jeszcze dwukrotnie w maszynce do mielenia mięsa.

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej (ustawiłam w metalowej misce nad garnkiem z gotująca się wodą). Śmietankę ubiłam na sztywno i zmiksowałam z nieco ostudzoną czekoladą. Połączyłam ze zmieloną kaszą.

Masło w temperaturze pokojowej zmiksowałam na puch z około 2/3 szklanki cukru pudru, dodawałam po trochu masy czekoladowej do czasu, aż wszystkie składniki ładnie się połączyły. Tak przygotowanym kremem przełożyłam wcześniej upieczone blaty ułożone w tortownicy i włożyłam do lodówki na co najmniej kilka godzin, aby krem stężał. Podawałam zawsze prosto z lodówki. SMACZNEGO.

 


 

 

Jaglany biszkopt z kremem z kaszy manny i jęczmiennym popcornem w karmelu

gosiuwka

Dzisiaj miał być zupełnie inny przepis, ale los zadecydował jednak inaczej. Wczoraj dostałam wiadomość, że wygrałam warsztaty kulinarne z p. Polanem w ramach programu Lubię Kaszę, więc stwierdziłam, że muszę się z wami podzielić przepisem, który zyskał uznanie szanownego jury. Dawno już nie bawiłam się w żadne konkursy, bo mało mam czasu na cokolwiek, a konkursy są jednak pracochłonne. Tym razem jednak zdecydowałam się w ostatniej chwili, głównie dlatego, że sama kaszę lubię i podoba mi się akcja mająca na celu przywrócenie kasz na nasze stoły. Kiedyś królowały w polskiej gastronomii, teraz stoją trochę na uboczu. Czas do nich wrócić, bo to samo zdrowie. W założeniach konkursu było użycie w przepisie jednej z kasz: jaglanej, manny lub jęczmiennej. Żeby było ciekawiej postanowiłam użyć każdej z kasz i podać w jednym deserze. Tak powstało to ciasto. Bez użycia mąki, przełożone kremem i wykończone prażoną kaszą jęczmienną w karmelu w smaku bardzo przypominającą popcorn. To jak kaszujecie ze mną?


 

Poziom trudności:

średni choć pracochłonny

Czas przygotowania:

ok. 120 minut

Składniki:

BISZKOPT:

100 g kaszy jaglanej

4 jajka

100 g cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 czubate łyżki kakao

pół łyżeczki goździków zmielonych z anyżem i kardamonem

KREM MANNY:

8 łyżek kaszy manny

2 szklanki mleka

1 laska wanilii

4 łyżki cukru

100 g masła

POPCORN:

100 g kaszy jęczmiennej

2 łyżki masła

4 łyżki słodkiej śmietanki kremówki

4 łyżki cukru

ok. 0.75 kg smalcu lub olej do smażenia.

FRUŻELINA ŚLIWKOWA:

2 szklanki kompotu ze śliwek węgierek

2 łyżeczki żelatyny

2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

1-2 ziarenka kardamonu

PONADTO:

Nalewka śliwkowa i odrobina kompotu śliwkowego do nasączenia biszkoptu

Sposób przygotowania:

BISZKOPT:

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywno pod koniec dodając po trochu cukru. Ubijamy dalej razem, aż piana stanie się idealnie biała i szklista. DO piany dodajemy jeszcze żółtka i wyłączamy mikser.

Kaszę jaglaną mielimy na mąkę w młynku do mielenia kawy, mieszamy z proszkiem do pieczenia i kakałem. Mieszamy delikatnie ręcznie z pianą jajeczną i wylewamy na dno prostokątnej formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 - 18 minut (do suchego patyczka i lekkiego zrumienienia wierzchu).

Po wyjęciu z piekarnika studzimy

KREM Z KASZY MANNY:

1 szklankę mleka doprowadzamy do wrzenia, dodajemy przekrojoną na pół laskę wanilii i wydrążając z jej środka ziarenka do mleka. Gotujemy razem około 4-5 minut, po czym wyjmujemy  laskę wanilii (ziarenka zostają w mleku). Dodajemy cukier. W drugiej szklance mleka mieszamy kaszę i ciągle mieszając dodajemy do gotującego się mleka. Gotujemy razem z kaszą ciągle mieszając do czasu, aż kasza się ugotuje i wyraźnie zgęstnieje. Studzimy przykrytą folią aluminiową, aby uniknąć tworzenia się kożucha.

Zimną kaszę miksujemy dokładnie z masłem w temperaturze pokojowej na krem.

FRUŻELINA:

Z kompotu śliwkowego odlewamy płyn. Połowę płynu zagotowujemy w rondelku z kardamonem, zdejmujemy z gazu, usuwamy ziarna kardamonu i dokładnie rozpuszczamy w nim żelatynę. Ponownie stawiamy na gaz (najmniejszy z możliwych) i dodajemy resztę płynu wymieszaną z mąką ziemniaczaną. Gotujemy, aż całość wyraźnie zgęstnieje. Nie zagotowujemy. Do gorącej frużeliny dodajemy jeszcze pozostałe owoce z kompotu i mieszamy. Całość studzimy.

CAŁOŚĆ:

Biszkopt dzielimy na pół. Jedną połowę nasączamy delikatnie nalewką śliwkową  z odrobiną kompotu śliwkowego i wylewamy na niego jeszcze lekko ciepłą frużelinę i rozprowadzamy po całej powierzchni. Wstawiamy do lodówki, aby owoce stężały. Na owocach rozprowadzamy krem z kaszy manny i przykrywamy drugim kawałkiem biszkopta. Ponownie wkładamy do lodówki, aby krem dobrze się ściął.

POPCORN:

Tłuszcz rozgrzewamy w rondelku. DO gorącego wkładamy kaszę w metalowym sitku i smażymy na głębokim tłuszczu około 2 minuty (aż kasza będzie chrupiąca i w złotym kolorze). Uprażoną wyjmujemy z rondelka i wykładamy na ręcznik papierowy, aby usunąć nadmiar tłuszczu.

W rondelku rozgrzewamy masło, dodajemy cukier i śmietankę i smażymy razem, aż całość osiągnie kolor karmelu. Dodajemy wcześniej uprażoną kaszę jęczmienną i gorącą masą rozprowadzamy po powierzchni całego ciasta. Schładzamy. Podajemy zawsze prosto z lodówki. SMACZNEGO.


 

© bloGotowanie z pasją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci