Menu

bloGotowanie z pasją

Wypróbowane przepisy kulinarne. Słodko, wytrawnie i zdecydowanie smacznie. Przepisy różne, od tych tradycyjnych po takie bardziej skomplikowane. Pomysły na ciasta, pieczywo, zupy i inne kulinarne inspiracje. Miejsce zarówno dla początkujących kucharzy jak i tych nieco bardziej zaawansowanych - może znajdziecie jakieś inspiracje :-

Mięsiwa bardziej konkretne

Szynka peklowana parzona - domowa wędlina dla począkujących

gosiuwka

Ten przepis to taki szybki sposób na zrobienie domowej, tradycyjnej szynki. Mięso pekluje się kilka dni, a potem po prostu parzy. Nie ma w tym nic trudnego, ale trzeba pamiętać o kilku podstawowych krokach. Jeżeli macie możliwość, to taką szynkę można jeszcze dodatkowo uwędzić, co tylko doda jej aromatu i smaku, ale i bez wędzenia będzie smakowała wybornie. Aby taką szynkę przygotować musicie zaopatrzyć się przede wszystkim w peklosól lub saletrę, która dodacie do soli, poza tym potrzebny będzie mocny bawełniany sznurek lub specjalna siatka do krępowania mięsa. Na koniec jeszcze musicie zaopatrzyć się w spory garnek, w którym zmieści się cała skrępowana szynka i będzie można ją parzyć pod przykryciem.


Poziom trudności:

dla początkujących masarzy, ale dość pracochłonne

Czas przygotowania:

od 2 do 7  dni peklowanie + około 3 godzin parzenie

Składniki:

Duży kawałek ładnej, chudej szynki wieprzowej - około 2 kg

3-4 listki laurowe

4-5 ziaren ziela angielskiego

6-7 ziaren czarnego pieprzu

sól peklująca według proporcji - 8 dag na 1 litr wody (ilość wody zależy od wielkości garnka i dokładnej ilości mięsa)

2-3 ząbki czosnku

ew. inne wasze ulubione przyprawy

Sposób przygotowania:

PEKLOWANIE:

Pierwszego dnia mięso dokładnie umyłam i osuszyłam ręcznikiem papierowym. Natarłam roztartym czosnkiem.

W rondelku zagotowałam 100 ml wody, dodałam do niego listek laurowy, pieprz i ziele angielskie, gotowałam razem około 1 minuty, po czym zdjęłam z gazu i ostudziłam. W zimnej wodzie - 900 ml rozpuściłam sól peklującą i wymieszałam z wcześniej przygotowanym naparem z przypraw. W zależności od wielkości mięsa i wielkości garnka w jakim będzie się peklowało możecie potrzebować więcej roztworu solnego. Ważne, aby mięso zalane solanką było w pełni przykryte płynem. Zanim zalałam mięso poczekałam aż roztwór solny wystygnie. Do peklowania używam zawsze naczynia kamionkowego, szklanego lub ze stali nierdzewnej - nigdy plastiku. Mięso w zalewie przykrywam talerzykiem o średnicy nieco mniejszej niż średnica naczynia w którym się pekluje i dociążam jeszcze obciążnikiem. Moja teściowa używała do tego zwykłego kamienia kiedyś znalezionego na polu, wyszorowanego i wyparzonego, ja mam szklany, ciężki przycisk do papieru, który sprawdza się równie dobrze, więc nie musi to być nic specjalnego :-)

Tak przygotowane mięso włożyłam do lodówki (można też przechowywać je w piwnicy lub komórce, jeżeli macie takie pomieszczenie, w którym utrzymuje się niska, ale dodatnia temperatura). Aby przyspieszyć proces peklowania dwa razy dziennie nastrzykiwałam mięso strzykawką - wystarczy kupić w aptece najgrubszą możliwą igłę i strzykawkę do kompletu. Do strzykawki nabierałam płynu i wstrzykiwałam w całe mięso aby roztwór dotarł do środka. Dzięki nastrzykiwaniu proces peklowania skróci się nawet do 2 dni, bez nastrzykiwania potrwa od 7 nawet do 10 dni. Taki czas jest potrzebny, aby solanka dotarła do środka szynki.

Zapeklowane mięso wyjęłam z zalewy i dokładnie obwiązałam bawełnianym sznurkiem tak, aby nadać mu idealny kształt. Włożyłam do garnka i dodałam zalewę, w której się peklowało, dolałam tyle wody, aby mięso w pełni się przykryło. Wstawiłam pod przykryciem na gazie i gotowałam do czasu, aż płyn zaczął wrzeć, wtedy od razu zestawiłam z palnika i pozostawiłam do ostygnięcia. Zimne ponownie ustawiłam na gazie i znowu doprowadziłam do wrzenia. Czynność powtarzałam w sumie trzy razy. Mięso parzone w ten sposób powinno być soczyste i wilgotne. Proces można nieco skrócić jeżeli macie termometr do mięsa. Wystarczy gotować na maleńkim gazie mięso pod przykryciem do czasu, aż w środku osiągnie temperaturę około 67 stopni. Woda w której parzy się szynka powinna mieć od 75 do 80 stopni - warto to sprawdzać co jakiś czas. Po osiągnięciu odpowiedniej temperatury w środku mięsa wkładam szynkę jeszcze na kilkadziesiąt minut do chłodnej wody, aby zbilansować temperaturę.

Tak przygotowaną szynkę można jeść po prostu pokrojoną w plastry na kanapkach, można też użyć jej jako bazy do obiadu. SMACZNEGO.


Zrazy wołowe zapiekane z kaszą owsianą i kalafiorem

gosiuwka

Starając się przywrócić kasze na nasz domowy stół w ramach kampanii Lubię Kaszę sfinansowanej ze środków Funduszu Promocji Ziarna Zbóż i Przetworów Zbożowych bardziej zainteresowałam się rodzajami polskich kasz i chciałam sięgnąć po te rzadziej spotykane i mam wrażenie, że kasza owsiana w Polsce jest nieco niedoceniana. Świadczyć o tym może chociażby trudność jej kupienia, bo zanim ją znalazłam musiałam zajść do kilku sklepów. Głównie jadamy płatki owsiane, a o kaszy zapominamy, a szkoda, bo jako produkt w mniej przetworzony, ma więcej składników odżywczych od płatków. Jest źródłem nie tylko skrobi i dobrze przyswajalnych tłuszczów, ale również witamin z grupy B. Ma też niezaprzeczalne walory kulinarne, bo jest raczej łatwa do przyrządzenia. Nie posiada też glutenu, więc jest idealna dla osób z nietolerancją. W tym przepisie proponuję ją jako dodatek do zrazów wołowych z brązowym, intensywnym sosem własnym, który podczas pieczenia zostanie wchłonięty przez kaszę i nada jej niesamowity aromat i ciemniejszy kolor.


Poziom trudności:

Średnie

Czas przygotowania:

Ok. 180 minut

Składniki:

Ok. 400 g mięsa wołowego na zrazy

1 łyżka sosu sojowego

3-4 łyżki oleju rzepakowego

4-5 łyżek czerwonego wina wytrawnego

Słoiczek marynowanej cebulki

400 g kaszy owsianej

1 mały kalafior

2-3 listki laurowe

3-4 ziarenka ziela angielskiego

Sól, pieprz do smaku

Sposób przygotowania:

Mięso umyłam, osuszyłam, pokroiłam w plastry w poprzek włókien, rozbiłam nieco tłuczkiem, po czym zamarynowałam na pół godziny w oleju z dodatkiem sosu sojowego i wina.

Po tym czasie, zwijałam zrazy wkładając do środka po kilka malutkich cebulek i spinałam wykałaczkami. Zawsze używam do każdego zraza takiej samej ilości wykałaczek, aby potem łatwo pamiętać o wyjęciu wszystkich przed podaniem.

Gotowe zrazy obsmażałam z każdej strony na patelni z niewielką ilością oleju. Pod koniec obsmażania za każdym razem czekałam, aż sok, który puściło mięso zacznie się na patelni nieco karmelizować – przypiekać na brązowo, a płyn w pełni odparuje. W tym momencie, zalewałam patelnię niezbyt dużą ilością wody i smażyłam chwilkę razem, aby płyn wchłonął skarmelizowany sos i nadał wodzie piękny, brązowy kolor. Całość razem z mięsem i brązowym sosem zlewałam do rondelka. Gdy wszystkie zrazy były obsmażone, dolałam do nich nieco wody tak, aby były w pełni przykryte i gotowałam na niewielkim ogniu pod przykryciem do czasu aż były miękkie, u mnie około dwóch godzin, ale polecam sprawdzać raz na jakiś czas, bo długość gotowania jest różna w zależności od kawałka mięsa jaki nam się trafił. Pod koniec gotowania na ok. 2-3 minuty dorzucamy jeszcze przyprawy i dosalamy do smaku.

Kaszę obgotowałam w osolonej wodzie przez około 20 minut (do miękkości gotuje się ją przez około 30 minut).

W naczyniu do zapiekania ułożyłam surowego kalafiora podzielonego na średniej wielkości kawałki. Pomiędzy nimi poukładałam zrazy, a wolne przestrzenie wypełniłam podgotowaną kaszą. Całość zalałam brązowym sosem od zrazów i pod przykryciem wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, po czym piekłam przez kolejne 30 minut – do miękkości kaszy i kalafiora. Podawałam gorące. SMACZNEGO.


Beef jerky po polsku, czyli suszony schab

gosiuwka

Lubicie czasem coś przekąsić między posiłkami? Nie wiecie co włożyć dziecku na drugie śniadanie do plecaka? Często jesteście w drodze i brakuje wam czegoś szybkiego i zarazem sycącego w ramach szybkiego posiłku? Domowy, własnej roboty suszony schab będzie idealnym rozwiązaniem na każdy z tych problemów. Kilka małych kawałków wystarczy, aby zaspokoić głód. Świetnie sprawdzi się na pikniku, w drodze na wakacje i wszędzie tam, gdzie musimy ze sobą zabrać jedzenie, a nie chcemy robić bałaganu. Dobrze wysuszony schab będzie chrupki jak chipsy, nie będzie się psuł i przede wszystkim będzie łatwo go ze sobą wszędzie zabrać. Najlepiej doprawić go ulubionymi przyprawami i przed suszeniem pozwolić mięsu dobrze przejść smakami. Poniżej moja  ulubiona mieszanka.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

praca - 30 minut + leżakowanie kilkanaście godzin + suszenie kilka godzin

Składniki:

1 sporej wielkości schab - najlepiej z dobrego źródła

3-4 ząbki czosnku

sok z połowy cytryny

1 łyżeczka sosu sojowego

2 łyżki miodu

1 łyżeczka majeranku

około pół łyżeczki soli

pół łyżeczki chilli w proszku

Sposób przygotowania:

Mięso dokładnie myjemy i suszymy. Usuwamy wszystkie błonki. Kroimy na jak najcieńsze plastry (można zarówno wzdłuż włókien lub w poprzek - ja osobiście wolę w poprzek).. Plastry powinny być grubości około 1-2 mm.

Ząbki czosnku obieramy i ścieramy na tarce, lub przeciskamy przez praskę. Mieszamy z sokiem z cytryny, miodem, przyprawami i sosem sojowym. W tak przygotowanej zalewie umieszczamy plastry mięsa i upewnimy się, że każdy kawałek jest równomiernie nią pokryty. Wkładamy do lodówki na co najmniej kilkanaście godzin.

Mięso odsączamy od zalewy i suszymy ręcznikiem jednorazowym. Plastry układamy na ruszcie w piekarniku wyłożonym papierem do pieczenia i suszymy w temperaturze 50-60 stopni z uchylonymi drzwiczkami. Można do suszenia użyć też suszarki do grzybów, może nawet w sumie lepiej, bo mięso szybciej wyschnie. W piekarniku proces może trwać nawet pół dnia, ale jak mięso wyraźnie podeschnie, można je też zimą po prostu ułożyć na kaloryferze, aby dosuszyć je do końca i nie marnować więcej prądu. Wysuszony schab można przechowywać w temperaturze pokojowej nawet do kilku tygodni (chociaż pewnie i znacznie dłużej). Dobrze aby miało przewiew, więc warto trzymać je np w papierze śniadaniowym, albo kartonowym pudełku. SMACZNEGO.


Drobiowy blok z szynkowara

gosiuwka

Pewnie sami wiecie jakiej jakości są teraz przeciętne wędliny w sklepie. Już drugiego dnia zaczynają się kleić, a ich zapach zdecydowanie nie zachęca do położenia na kanapkę. Mnie osobiście odrzuca też tęczowa poświata jaką pod światło można na nich zobaczyć. Oczywiście można też dostać w sklepach lepsze wędliny, ale trzeba ich specjalnie szukać, a i tak nie mamy wtedy pewności jak były zrobione. Osobiście już od dłuższego czasu w ogóle nie kupuję wędlin. Staram się zawsze sama coś zrobić. Czasem jest to pasztet, czasem szynka parzona, innym razem schab pieczony. To jednak ciągle za mało, dlatego kupiłam szynkowar i zaczęłam robić własne szynki. Nie jest to trudna zabaw, ale wymaga systematyczności. trzeba pamiętać o tym, aby mięso zapeklować i nastawić na co najmniej 2 dni zanim skończy nam się poprzednia wędlina.


Poziom trudności:

średni

Czas przygotowania:

45 minut praca + 24 godziny peklowania + 90 minut parzenia + ok. noc schładzania w lodówce

Składniki:

400 g udźca indyczego

600 g piersi indyczej

17 g soli peklującej

2 łyżeczki ulubionej przyprawy (może być czosnek niedźwiedzi, majeranek, lubczyk, kolendra, pieprz mielony lub mieszanka różnych przypraw, u mnie na zdjęciu bok doprawiony jest domowy curry)

2 łyżeczki żelatyny

Potrzebne:

szynkowar

worek do szynkowara

termometr do wędlin

Sposób przygotowania:

Mięso indycze dokładnie myjemy. Z udźca usuwamy kości, błony i skórę, a mięso mielimy maszynką na średnim sitku. Pierś kroimy w niezbyt drobną kostkę również usuwając niepotrzebne błony. Mielone mięso mieszamy z kostką i dokładnie wyrabiamy z solą peklującą. Odstawiamy do lodówki na co najmniej 12 godzin.

Zapeklowane mięso mieszamy z przyprawami i żelatyną, po czym dodajemy do niego wodę, która powinna stanowić około 10-15% objętości mięsa. Całość dokładnie wyrabiamy mikserem, nawet kilkanaście minut, aż mięso wchłonie wodę i zacznie się mocno lepić. Najlepszym testem na to, czy mięso jest dobrze wyrobione jest nabranie go łyżką, odwrócenie do góry nogami i sprawdzenie czy samo łatwo z niej nie odpada. Gotową masę nakładamy do woreczka i wkładamy do szynkowara (praski) i dokładnie zamykamy.

W dużym garnku podgrzewamy wodę do temperatury pomiędzy 70 a 75 stopni. Parzymy w niej nasze mięso przez około 90 minut do czasu, aż w środku osiągnie temperaturę 60 stopni.

Gotowy blok schładzamy w lodówce. Wokół wytworzy się dodatkowo galaretka. Wyjmujemy z szynkowara dopiero po schłodzeniu. SMACZNEGO.


Biała kiełbasa - prosty przepis

gosiuwka

Zawsze myślałam, że samodzielne zrobienie kiełbasy to wielka sztuka i wyższy poziom wtajemniczenia. Nic bardziej mylnego. Białą kiełbasę może zrobić w domu każdy, kto tylko zadba o kupienie podstawowych składników i posiada na wyposażeniu maszynkę do nadziewania kiełbasy. Są do tego specjalne maszynki, część maszynek do mielenia mięsa posiada specjalne przystawki, jedne są ręczne, a inne automatyczne. U mnie akurat posłużyłam się specjalną przystawką do maszynki, którą mam od lat. Oprócz posiadania nadziewarki potrzebne nam będą jeszcze jelita wieprzowe i sól peklująca lub po prostu saletra, którą mieszamy z solą. Nic więcej niezwykłego nie będzie nam potrzebne, tylko odpowiednie mięso, przyprawy i odrobina cierpliwości. Jeżeli raz spróbujecie sami przygotować taką kiełbasę w domu, to większość z was uzna, że nie chce już nigdy więcej jeść tego czegoś, co w sklepach nazywane jest białą kiełbasą. Polecam też zrobienie większej ilości mięsa i zamrożenie gotowych, nadzianych już, ale jeszcze surowych kiełbasek (można też oczywiście zamrozić już przegotowane).


Poziom trudności:

średnie acz pracochłonne

Czas przygotowania:

około 2 godziny pracy + peklowanie mięsa - u mnie około 24 godziny

Składniki na około 25 kiełbasek

1 kg szynki wieprzowej

0,5 kg pręgi wołowej

0,8 kg łopatki wieprzowej

200 g podgardla wieprzowego

1,5 opakowania tartego majeranku

sól peklujące (według opisu z opakowania na 2 kg mięsa)

ok. 3 m jelita wieprzowego

pieprz młotkowany z kolendrą - ok 3 łyżeczki

około 0,7 litra chłodnej, przegotowanej wody

Sposób przygotowania:

Zazwyczaj wiele przepisów na białą kiełbasę wspomina o różnych sitkach, na których należy zmienić każdy z rodzajów mięsa, aby później struktura kiełbasek była ciekawsze, lepsze kawałki mięsa były grubiej zmielone, a te słabszej jakości drobniej. Jako, że ten przepis miał być łatwy i aby nie komplikować go zbytnio każdy z rodzajów mięsa zmieliłam dość drobno używając tego samego sitka. Ważne jednak w procesie jest, aby z wszystkich rodzajów mięsa przed mieleniem usunąć niepotrzebne błony, chrząstki, drobne kosteczki czy ścięgna - zbytnio potem przeszkadzają w jedzeniu.

Zmielone mięso mieszamy z solą peklującą i odstawiamy na minimum 2 godziny do lodówki, aby się zapeklowało. U mnie stało całą noc. Zapeklowane mięso mieszamy z przyprawami, mogą być oczywiście inne niż te u mnie, takie jak lubicie najbardziej. Do mięsa dolewamy wodę i całość długo i intensywnie wyrabiamy. Jeżeli macie robot kuchenny to można mięso wstawić do wyrabiania do misy i używając haka do ciasta drożdżowego na wolnych obrotach wyrabiać nawet do godziny (oczywiście robiąc przerwy, aby silnik naszego robota się nie przegrzał, trzeba sprawdzić w instrukcji obsługi ile czasu maksymalnie może pracować bez przerwy). Ja wyrabiałam mięso rękami przez około 20 minut i to też wystarczyło. Mięso po takim zabiegu powinno być bardzo klejące i mimo dodatku wody dość zwarte.

W międzyczasie jelito dokładnie myjemy. Najwygodniej robi się to nalewając do niego do środka nieco wody, aby utworzył się wodny balonik i podnosząc jelito do góry należy pozwolić tej wodzie przelać się do końca przez całą długość jelita. Czynność powtarzałam kilka razy. Dzięki temu zabiegowi mamy pewność, że jelito jest oczyszczone i nie ma niepotrzebnych dziur. Przed użyciem należy je jeszcze przełożyć na około 2 godziny do miseczki z zimną wodą, aby się wymoczyły. Zazwyczaj sprzedaje się je zasypane solą, która utrzymuje je w świeżości dlatego bez wymoczenia byłyby okropnie słone.

Umyte i wymoczone jelito naciągamy na końcówkę maszyny do nadziewania. Staramy się to robić w miarę ostrożnie, aby nie uszkodzić błonek. Gdy całe jelito mamy już nałożone końcówkę zawiązujemy na supełek i do maszyny nakładamy mięso i powoli do naszego jelita zaczynamy wtłaczać nadzienie. Gdy kiełbaska osiągnie oczekiwaną długość po prostu okręcamy jelita wokół własnej osi formując pętko. Kiełbaski układamy na blacie jak na zdjęciu poniżej.

Gdy całe nadzienie już zużyliśmy, jelito na ostatniej kiełbasce zawiązujemy na supełek. Tak przygotowane kiełbaski można kilka dni przechowywać w lodówce lub można od razu ugotować. Woda pozostała z gotowania takiej kiełbaski jest idealną bazą do gotowania żurku. Sama kiełbasa idealnie smakuje ze świeżo startym chrzanem lub musztardą domowej roboty, ale o tym już innym razem :-) SMACZNEGO.


© bloGotowanie z pasją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci