Menu

bloGotowanie z pasją

Wypróbowane przepisy kulinarne. Słodko, wytrawnie i zdecydowanie smacznie. Przepisy różne, od tych tradycyjnych po takie bardziej skomplikowane. Pomysły na ciasta, pieczywo, zupy i inne kulinarne inspiracje. Miejsce zarówno dla początkujących kucharzy jak i tych nieco bardziej zaawansowanych - może znajdziecie jakieś inspiracje :-

Nalewka z mirabelek

gosiuwka

Tam, gdzie się wychowałam, a więc na Mazurach mirabelek było mnóstwo wokół. Rosły w lasach, na łąkach czy też w opuszczonych starych siedliskach. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie w zasadzie nikogo, kto by je hodował we własnym ogródku. Każdy miał do nich dostęp i bez tego. Teraz pewnie wiele się pozmieniało, bo tereny są teraz ogrodzone i każdy ściśle pilnuje swojej własności. Ciągle jednak jeżeli wie się gdzie szukać, można znaleźć krzewy mirabelkowe po prostu w lesie czy łące. W odpowiednim czasie małe żółte lub bordowe śliwki będą ścieliły ziemię wokół niby kolorowy, owocowy dywan. W zeszłym roku miałam to szczęście, że akurat w tym okresie znalazłam się na Mazurach, więc postanowiłam z okazji skorzystać. Powstało wtedy kilka kompotów i dżemów, ale nie byłabym sobą, gdybym części owoców nie postanowiła wykorzystać jako bazę do nalewki. Mirabelki są o tyle ciekawymi owocami, że same z siebie nie mają dużo soku, za to mają ogrom smaku. Nalewki na ich bazie są więc wysokoprocentowe, bo mała ilość soku nie rozrzedzi alkoholu tak, jak większość innych owoców. Charakterystyczny zapach natomiast będzie mocno wyczuwalny i nada nalewce niesamowitego aromatu. Moją nalewkę robiłam na bazie żółtych śliwek, więc możecie przy okazji ocenić jaki kolor powstanie przy tej kombinacji.


Poziom trudności:

łatwe

Czas przygotowania:

co najmniej pół roku - mirabelki potrzebują nieco czasu do dojrzenie

Składniki:

mirabelki - dowolna ilość

wódka - tyle, aby po zalaniu owoców były one w pełni przykryte płynem

cukier - wedle uznania, można wstępnie dosypać niewiele, po kilku dniach jak się rozpuści i po spróbowaniu uznacie płyn za zbyt mało słodki, można go dosypać

Sposób przygotowania:

Śliwki umyłam i osuszyłam. Włożyłam do szklanego słoja - u mnie litrowy, który wcześniej wyparzyłam i ostudziłam. Całość zasypałam około 1/2 szklanki cukru, ale uważajcie, śliwki mają różną kwasowość w zależności od dojrzewania itd. Lepiej dodać za mało cukru i dosypywać go potem co kilka dni niż przesłodzić. Tak przygotowane owoce zalałam wódką i zakręciłam. Ustawiłam w dość zacienionym miejscu. Przez pierwsze kilka dni co jakiś czas wracałam do słoja i potrząsałam nim, aby rozpuścić cukier. Po jakimś czasie o nim zupełnie zapomniałam na kolejne 2-3 miesiące. Po tym czasie zlałam nalewkę i umieściłam w zakręconej butelce i odstawiłam w zacienione miejsce na kolejne kilka miesięcy. 

Od razu odpowiem na pytanie czy ze śliwek usuwałam pestki. Otóż nie. Moczyły się w alkoholu przez cały ten czas razem z pestkami i żyję! Podobnie robię też z kompotami. W mirabelkach nigdy nie usuwam pestek. Uważam, że takie ilości nie zrobią nam krzywdy, a wręcz przeciwnie. Przykładem mogą być moi dziadkowie, którzy jedząc i pijać tak przygotowane przetwory dożyli sędziwego wieku (ponad 90 lat) i to w czasach kiedy nie było tak szerokiej opieki geriatrycznej. Wszystko jest dla ludzi, oczywiście w odpowiednich proporcjach. SMACZNEGO.


Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    SUPER

© bloGotowanie z pasją
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci